sobota, 25 lipca 2009
Gdzie się zaczyna medycyna?
Kiedy jako absolwentka warszawskiej Akademii Medycznej przekroczyłam po raz pierwszy mury szpitala, ufałam, że znajdę tam odpowiedź na dręczące mnie od dzieciństwa pytanie o przyczyny warunkujące chorobę. Motywacja była bardzo silna: najbliższe mi osoby - matka i córka, były z dużą dysfunkcją w zakresie centralnego układu nerwowego.
Cała moja ekspresja skierowana była na penetrację wiedzy umożliwiającej odpowiedź na pytanie o przyczyny, bowiem wierzyłam, że umożliwi mi ona dotarcie do metod warunkujących powrót moich bliskich do świata ludzi sprawnych.
W miarę upływu lat wypełnionych pogłębianiem wiedzy o sposobie funkcjonowania ludzkiego organizmu i wdrażaniem w oparciu o nią kolejnych terapii, uzmysłowiłam sobie, że odpowiedzi na postawione sobie pytanie nie znajdę w dziedzinie nazywanej medycyną akademicką.
Dlaczego?Powód był prosty. Medycyna nie uwzględniała wpływu ludzkiej myśli i idącej w ślad za nią emocji jako bazy dla rozwoju patologii. Dzisiaj, gdy badania wpływu emocji na funkcjonowanie ludzkiego organizmu zaowocowały odkryciem mechanizmów wielu schorzeń (psychosomatycznych), sytuacja wygląda nieco lepiej.
Czy odkrycie przeze mnie (dla mnie samej) twórczej roli myśli i ich wpływu na powstawanie chorób cokolwiek zmieniło w moim życiu w kontekście zdrowia rodziny, czy pacjentów odwiedzających mój gabinet?
Myślę, że zaoszczędziłam moim bliskim i pacjentom wiele cierpienia, a uruchomione terapie doprowadziły moje dziecko do normalnego funkcjonowania w ludzkiej społeczności.
Jaki mechanizm warunkuje rozwój choroby?Jeśli kogoś interesuje wpływ myśli na odczuwanie choćby chandry, niech „pozamartwia" się przez cały dzień, by wieczorem stwierdzić, iż nie należy on do najmilej spędzonych na tym „ziemskim padole".
Wrażliwsi doświadczą czegoś bardziej specjalnego: dolegliwości w sferze fizyczności, począwszy od bólu żołądka, a skończywszy na wzroście ciśnienia tętniczego.Wyobraźmy sobie, że sytuacja warunkująca „negatywne emocje" trwa przez dłuższy okres czasu?
Co się wówczas dzieje w naszym organizmie - nie trudno odgadnąć. Przed kilkoma laty otworzyłam firmę Centrum OBK „Vega" w ramach działalności której staram się pokazać w praktyce różnorodne formy pracy ze sobą (w kontekście szeroko pojętej profilaktyki zdrowia).
Efekty?Pozwolę sobie zacytować wypowiedzi uczestników spotkań warsztatowych dla zobrazowania tego, czym dla nich ta działalność jest:
„Na zajęcia prowadzone przez p. dr Teresę Zalewską uczęszczam od września 2003 r.
Szczerze się przyznaję, że na początku byłam bardzo zdystansowana do tego typu metod, teraz wiem, że nie miałam racji. Muzyka, taniec i atmosfera, która panuje na naszych zajęciach, przenosi mnie jakby w inny świat, świat lepszy, radośniejszy. Stałam się bardziej otwarta, bardziej śmiała w kontaktach z ludźmi, nabrałam odwagi do wyrażania własnych myśli i przekonań. Zauważyłam również, że poprawiła się moja kondycja fizyczna. Obserwując uczestników zajęć myślę, że zmiany te dotyczą wszystkich. Z wdzięcznością myślę o osobach, które spowodowały, że te zajęcia są prowadzone........"Ela L.
„ ....Kiedy przyszłam pierwszy raz na zajęcia, byłam jednym kłębkiem nerwów z depresją, rozdrażniona, gotowa do płaczu. Nie umiałam normalnie funkcjonować. Po kilku spotkaniach w grupie wyciszyłam się bardzo. Depresja minęła. Ból serca odszedł. Podświadomie wyczekuję terminu zajęć. Idę na spotkanie jak na skrzydłach...Jestem zadowolona. Ja żyję...!".- Maria R-W. l. 62
„.. Po 4 latach stresu i przymusowym przejściu na emeryturę popadłam w depresję. Przy pomocy syna zaczęłam szukać drogi wyjścia i tak trafiłam na te wspaniałą terapię.Robić coś dla siebie, to takie nowe. Następnie usłyszałam, że mogę robić coś dla siebie z przyjemnością. i że mogę być dla siebie ważna. Poczułam, że czas poświęcony sobie nie jest stracony....Stałam się mniej chaotyczna. Uczę się dostrzegać sprawy dla mnie ważne i nie zamartwiać przyszłością. Przestaję walczyć z losem, a zaczynam akceptować teraźniejszość.. Uczę się uśmiechać do ludzi, słuchać w skupieniu muzyki i cieszyć ze sprawiania sobie drobnych przyjemności. Chcę poznać swoją wartość. Zawdzięczam swoją zmianę tym wspaniałym osobom, które zorganizowały te zajęcia, a także wsparciu grupy..."- Cz. K.
„ Bardzo, bardzo lubię przychodzić na nasze spotkania.. Słucham Pani doktor i to, co Pani mówi ja gdzieś to czułam, ale Pani ubiera moje przeczucia w słowa i one są dla mnie jak objawienie. Nie chciałabym zapeszyć, ale coś mi się przewartościowało, inaczej ustawiło. Wracam do siebie, ale już trochę inna. Czego mi potrzeba: pewności siebie, dystansu do własnych słabości i trochę zdrowego egoizmu..."- Bogumiła M.
„ ....Ćwiczę od października i w międzyczasie zauważyłam, że ustały dolegliwości bólowe kolana, poprawiła się moja kondycja fizyczna.Ćwiczenia nie tylko pomagają na dolegliwości fizyczne. Poprawiają pamięć, refleks, rozwijają kreatywność. Są okazją do doskonałej beztroskiej zabawy. One podnoszą na duchu nie tylko nas, ale nasze całe rodziny i grono znajomych..."- Maria R.
„...Z zajęć korzystam od stycznie 2004r. i widziałam jak ludzie w depresji po kilku zajęciach byli ludźmi, którzy już wracali do zdrowia. Z zajęć korzystają osoby bezrobotne, które znajdują się w trudnej sytuacji życiowej, osoby po ciężkich operacjach i tylko dzięki profesjonalnej opiece wraca im sens życia...."- Alicja S.
Życie na poczekaniu. Przedstawienie bez próby.Ciało bez przymiarki.Głowa bez namysłu.Nie znam roli którą gram.Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.O czym jest sztuka,Zgadywać muszę wprost na scenie.Kiepsko przygotowana do zaszczytu życia,narzucone mi tempo akcji znoszę z trudem.Improwizuję, choć brzydzę się improwizacją.Potykam się co krok o nieznajomość rzeczy.Mój sposób bycia zatrąca zaściankiem.Moje instynkty to amatorszczyzna.Trema, tłumacząc mnie, tym bardziej upokarza.Okoliczności łagodzące odczuwam jako okrutne.......
To fragment wiersza Wiesławy Szymborskiej „Życie na poczekaniu”. Niezmiennie lubię ten wiersz. Dawno temu nauczyłam się go na pamięć. Lakonicznie i precyzyjnie opisywał mój stan poczucie zagubienia, niepewność.
Teraz znajduję ten wiersz odmiennie. Odbieram jego emocjonalny przekaz lecz już nie identyfikuję się z nim. Dziś patrzę na to tak: to moja rola, sztuka w której gram jest interesująca a ja jestem pierwszym scenarzystą. W tym scenariuszu postać pierwszoplanowa, JA , jest pełna energii, optymizmu, aktywna – poszukuję i znajduję miejsca dla siebie. Myślę pozytywnie i działam pozytywnie.Przemiana w sposobie postrzegania i prezentowania siebie dokonała się przez udzial w warsztatach opracowanych i prowadzonych przez dr Marię Teresę Zalewską. W programie warsztatów połączenie ruchu, muzyki, relaxu, słowa służą poprawie samopoczucia, rozładowaniu stresu, rozwinięciu zmysłowego postrzegania otoczenia, rozwinięciu sposobów wyrażania siebie. Zachodzące w trakcie uczestnictwa w warsztatach zmiany krajobrazu wewnętrznego działaja i na zewnątrz. Zmieniają się relacje z; rodziną przyjaciółmi, znajomymi. Dla mnie pozytywne przekazy napływające z otoczenia stały się lustrem w które patrzę uśmiecham się i myślę z zadowoleniem „Tak, taka właśnie jestem”.Za całe to piękne doświadczanie, kłaniam się z poważaniem, głęboko, na wszystkie strony, tak jak w staropolskim tańcu „Kłanianym”. Marysia
Na Warsztaty dr. Teresy Zalewskiej trafiłam rok temu po ciężkiej chorobie. Czułam się wybita z rytmu, zdezorientowana, bezradna wobec przyszłości. Czułam, że utraciłam sterowność nad własnym życiem. Dzięki udziałowi w Warsztatach stopniowo odzyskiwałam równowagę i poczucie, że wiele zależy ode mnie. Z czasem przekonałam się ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, jak wiele!.Leczenie należy do lekarza, ale uzdrowienie – do pacjenta. W każdym z nas drzemią ogromne zasoby twórczej energii, które są w stanie dawać siłę, leczyć, zapewnić poczucie radości i satysfakcji z każdej przeżytej godziny. Pani dr Zalewska nauczyła mnie, jak zmieniać swoje myślenie, aby dotrzeć do tej energii, jak ją aktywować i jak dbać o to, by te źródła wciąż odnawiać. Na Warsztatach poznałam rozmaite przydatne do tego narzędzia i przekonałam się o ich skuteczności.Bezcenną zaletą Warsztatów był fakt, że spotykaliśmy się w grupie osób o rozmaitych rodowodach, z różnymi problemami, ale współdziałającej i sympatyzującej. Pani dr Zalewska potrafiła pokazać nam, jak wiele każdy z nas może wnieść do warsztatowych spotkań i jaką radość daje wspólne działanie. I jak ważne jest, by na świat patrzeć własnymi oczami, bo rozwój każdego z nas może się dokonywać tylko w oparciu o najgłębiej przeżytą prawdę.D.N
Zobacz film na YouTube
Gdzie się zaczyna medycyna?
Odpowiedzmy sobie sami.
Pozdrawiam
autor Teresa Maria Zalewska
www.obkvega.home.pl
poniedziałek, 20 lipca 2009
Existance
I am silent.
Boundless ocean.
Without designation, without characteristic.
I feel myself more than ever.
I have got exist control.
I feel bliss.
I don't go anywhere, because I haven't feel witchever idea, which give a direction my next travel.
I haven't feel witchever idea, which give a direction my next travel.
I haven't feel go by time, because not exist witchever reference to the Silent, which I am.
I come back.
I feel Love. Appear ideas most fantastic in my mind.
Tie pictures.
Film.
With sound.
I sing my song until now.
I never hear her before.
Is beauty, sublette as feelings, which accompany her.
I am once again.
I look on my body, my look face.
This time I've got form.
I'll try materialize trought her beauty and knowleadge, which I experience "there"I create.
Never events bring feeling time in lineare sense.
I am happy with experience my potential.
I love Myself and this what I create.
I spread my knowleadge about Myself,
About Infinite Ocean of Possibilities.
I am...
"Pictures of Love "
Teresa Maria Zalewska
www.obkvega.home.pl
czwartek, 16 lipca 2009
Na zdrowie!
Czy współcześnie żyjący człowiek potrafi realnie skorzystać z wiedzy dotyczącej tonizującej i energetyzujacej roli dźwięków?
Mian Tan Sen, muzyk cesarza Akbara z Lahoru, potrafił przez intonację odpowiednich pieśni sprawić, że "drzewa rosły i zakwitały".
Przypisywano mu również umiejętność generowania dźwiękiem pogody najbardziej korzystnej dla płodów na cesarskich plantacjach.
Indyjskie miasto Vrindavan słynie z bosko pięknej zieleni, ktorą przypisuje się życiodajnej muzyce fletu Kriszny.
Współczesna nauka dowodzi, że rośliny rosną szybciej, gdy nad polami słychać muzykę brzęczących i bzyczących owadów.
Prowadzone od wielu lat eksperymenty udowadniają, że na kiełkowanie, wzrost, zakwitanie, wydawanie owoców oraz ilość nasion wpływają fale dźwiękowe, zwłaszcza dźwięki muzyczne w dolnym zakresie częstotliwości od 100 do 600 Hz.
Skorzystajmy i my z tej cudownej receptury.
Ćwiczenie:
Spróbuj zaobserwować, w jaki sposób muzyka przyrody wpływa na twój nastrój. Gdy będą targać tobą nadmierne uczucia niepokoju, frustracji, złości wykorzystaj muzyczny odgłos wydawany przez płynącą wodę w strumyku, fontannie czy wodospadzie.
Wyobrażaj sobie, że woda obmywa i oczyszcza twoje emocje jak kamyki na dnie strumienia, pozostawiając spokój i ciszę w twoich odczuciach.
zobacz film na YouTube
Powtarzaj to ćwiczenie, a po pewnym czasie odczujesz ogromną ulgę w podobnych traumatycznych dla ciebie sytuacjach.
Życzę cierpliwości i konsekwencji.
Pozdrawiam
autor Teresa Maria Zalewska
www.obkvega.home.pl
piątek, 10 lipca 2009
Nowa wizja uzdrawiania cz.4
Często nasze doświadczanie choroby, wynika z dziecięcego przekonania, iż 'choroba' oznacza, że jest z nami coś "nie tak".
W nowej wizji uzdrawiania, patrzymy na chorobę, jak na proces uczenia się, którego skutki warunkuje bezwzględna szczerość wobec siebie w kontekście zaakceptowania swoich potrzeb i zagwarantowania sobie możliwości ich realizacji.
Dlaczego jest to w tym modelu tak ważne ?
Otóż większość konfliktów wewnątrzpsychicznych, to wojna między odczuciami dotyczącymi naszych realnych potrzeb jako ludzi, którymi na dany moment życia jesteśmy, a chęcią zaistnienia zgodnego z własnymi bądź narzuconymi przez zewnętrze wyobrażeniami.
Ból emocjonalny wynikający z rozdźwięku stanowi bazę dla negatywnych osądów dotyczących siebie i otoczenia, co w rezultacie prowadzi do rozwoju patologii psychosomatycznych.
Ale w jaki sposób zmienić te osądy - przekonania?
Jak dotrzeć do realnych potrzeb?
Określenie, czym są dla nas owe potrzeby ustalamy na drodze samoobserwacji (o metodyce wspominałam w 'Błękitnym szlaku').
Poniżej przedstawiam mój pogląd z tym związany.
Jedną z najbardziej elementarnych potrzeb jest czerpanie radości ze zdrowego ciała i płynących z niego doznań.
Jeśli chorujesz, zagwarantuj sobie optymalne warunki funkcjonowania.
Otaczaj się rzeczami, które pomogą ci widzieć siebie z nowej holograficznej perspektywy. Wybieraj najlepszych specjalistów w celu ustalenia optymalnego toru leczenia.
Skup się na dostarczaniu sobie przyjemności płynącej przez zmysły.
Jeśli lubisz muzykę, słuchaj.
Pamiętaj o ruchu, który uzdrawia na wielu poziomach życia.
Jeśli nie ma przeciwwskazań, przebywaj jak najwięcej wśród piękna przyrody.
Korzystaj z diety według własnych odczuć dotyczących przyjmowanego pokarmu.
Otaczaj się dokładnie tym, co sprawia ci najwięcej radości, nie wyłączając kochających ciebie ludzi.
Pamiętaj, że choroba jest skutkiem negatywnego systemu przekonań, z którymi nie rozprawisz się tylko i wyłącznie przyjmując kolejne porcje tabletek.
Kolejną potrzebą każdego człowieka jest samoakceptacja i troska o siebie.
Z mojego lekarskiego doświadczenia wynika, że to właśnie tu leży przyczyna większości problemów zdrowotnych.
Rutynowe pytanie, czy Pan/Pani troszczy się o siebie, wielu pacjentów wprawia w zakłopotanie.
Dlaczego jest to jedna z najważniejszych potrzeb?
Spróbujmy przeprowadzić proste doświadczenie.
Jeśli kochamy rośliny, kupmy sobie jakąś doniczkową i pozbawmy ją wody.
Na skutki czekamy różnie długo, ale brak opieki wynikającej z codziennej troski, przyniesie swoje efekty.
Po pewnym czasie samoobserwacji wiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że więcej czasu poświęca na "zagospodarowanie" świata zewnętrznego, niż na realne zajmowanie się sobą.
Zrozumienie sytuacji, w której się znaleźliśmy, to kolejna potrzeba.
Oznacza to poszukiwanie wiedzy dotyczącej naszego problemu i otwartość na nowe możliwości wspierania siebie.
Najważniejszą potrzebą na tym poziomie jest pozbycie się negatywnych osądów - przekonań na temat siebie samego i swojego problemu poprzez kontrolowanie własnych myśli i transformowanie dzięki określonym technikom pracy ze sobą.
Czasami potrzebujemy wiele czasu, by zmienić "zakorzenione przez wieki' poglądy", ale świadomość, że to im zawdzięczamy swoje cierpienie, powinna być naszym najlepszym sojusznikiem.
Zdrowe, konstruktywne pełne serdeczności relacje z rodziną i przyjaciółmi, to następna potrzeba.
Na prowadzonych przez moją firmę zajęciach, niejednokrotnie obserwowałam, że czynnik wsparcia przez innych ludzi jest nieodłącznym elementem procesu zdrowienia.
Kolejną potrzebą jest możliwość wypowiadania własnej prawdy dotyczącej siebie i otaczającej nas rzeczywistości oraz kierowanie się nią przy podejmowaniu decyzji.
Jeśli obawiamy się wyrażać siebie, odnajdźmy lęk i spróbujmy uświadomić sobie, że nie istnieje on w obiektywnej rzeczywistości, ale jest związany z negatywnym systemem przekonań, który ma być przetworzony w procesie uzdrawiania.
Umiejętność doświadczania uczuć, które nazywamy stanem duchowego uniesienia lub ekstazą, to następne ogniwo łańcuszka realnych potrzeb.
Czasami uczucia te pojawiają się w obcowaniu z naturą, niekiedy w trakcie słuchania muzyki, czy oglądania malarskiego dzieła.
Stan ten jest bardzo pożądany, choć nie pojawia się na żądanie.
Jeszcze inną, choć nienamacalną potrzebą jest zrozumienie celowości tego, czego doświadczamy w kontekście naszego własnego rozwoju.
Poznanie celu uwalnia nas od poczucia bezsensowności cierpienia i pozwala na ujrzenie choroby w nowym wymiarze wielkiej szkoły życia, w której żyjemy od narodzin do śmierci.
Uwolnienie negatywnych przekonań dzięki poznaniu ich skutków poprzez doświadczenie choroby, wznosi naszą świadomość w rejony, gdzie następstwem uruchomienia procesu kreacji jest poczucie radości i spełnienia, czego Państwu życzę.
Pozdrawiam
autor Teresa Maria Zalewska
www.obkvega.home.pl
czwartek, 9 lipca 2009
Nowa wizja uzdrawiania cz.3
Każdy etap wiąże się z akceptacją i wewnętrzną przemianą.
Wielu pacjentów rozpoczyna swoją podróż z wielkim zapałem, by zupełnie nieoczekiwanie zatrzymać się.
Trwa to różnie długo.
Czas ten jest potrzebny do zintegrowania się z nowym „ja” wyłonionym w czasie procesu.
Jak daleko dotrzemy, zależy w znacznej mierze od posiadanej wiedzy i otwartości na poznawanie nowych nieznanych części siebie, a także akceptację rozstania się z dotychczasowym obrazem życia. Dr Elisabeth Kubler-Ross opisała w swojej książce "O śmierci i uzdrawianiu" pięć etapów, których doświadcza każdy pacjent w drodze do zdrowia.
Są nimi: - zaprzeczenie, - gniew, - transakcja - depresja - akceptacja.
Zaprzeczenia używa każdy z nas.
Najczęściej wynika ono z lęku przed nową sytuacją, jaką niesie ze sobą choroba, z konieczności "przestawienia" swojego życia na inne tory.
Jak już wcześniej wspominałam, choroba jest wynikiem ignorowania swoich potrzeb.
Im dłużej odmawiamy sobie samorealizacji w wybranych aspektach życia, tym większe problemy zdrowotne pojawią się w zaniedbanych (świadomie, czy też nie) obszarach naszego życia.
Różnie długo trwa ten etap.
Czasami dużo kosztuje, ale kiedy "dorośniemy", poczujemy się bezpiecznie, możemy odrzucić zaprzeczenie.
Oznacza to gotowość na stawienie czoła sytuacji.
Gniew pojawia się jako wyraz buntu przeciwko sytuacji, w której się znaleźliśmy.
Dlaczego to właśnie ja?
W życiu każdego człowieka pojawia się wiele takich faz. Pamiętam swój bunt, kiedy dowiedziałam się o dramatycznej sytuacji zdrowotnej mojego dziecka. Natychmiast pojawiły mi się przed oczami wszystkie problemy chorobowe domowników, których bezustannie doświadczyłam od wczesnego dzieciństwa i poczułam wielki przygniatający mnie ciężar.
Cierpienie było nie do zniesienia. Nie znajdowałam w sobie siły, by iść dalej.
I tak dotarłam do kolejnego etapu: transakcji.
"Umowa z Bogiem", którą wówczas zawarłam i jak mi się wtedy wydawało brak reakcji ze strony tej potężnej uzdrawiającej siły, przywiodły mnie do: depresji.
Zaczęłam tłumić uczucia, gdyż wydawało mi się, że to przynosi mi ulgę.
W końcu odrzuciłam tę część siebie, która niosła ze sobą cierpienie.
Jedynymi momentami, kiedy myślałam jasno i byłam w stanie wykrzesać z siebie siłę do funkcjonowania, była moja zawodowa praca i opieka nad chorymi domownikami.
Nie potrafiłam również nikogo poprosić o pomoc.
Myślę, że ten etap w niektórych aspektach mojego życia trwał bardzo długo.
Akceptacja.
Najszybciej uruchomiłam działania związane z zapewnieniem sobie odpowiedniej wiedzy, by wesprzeć tych, których kochałam.
Najtrudniej było mi zaakceptować swoje potrzeby.
Po pewnym czasie samoodrzucenia i funkcjonowania bez wypoczynku nie potrafimy określić swoich realnych potrzeb.
Myślę, że na tym etapie ludzie potrzebują wsparcia ze strony kochającego otoczenia, by dotrzeć do siebie i wyrazić to, czego potrzebują, a następnie podjąć próby realizacji.
Odrodzenie, to etap w którym odkrywamy siebie na nowo.
To okres intensywnego integrowania z nowymi wewnętrznymi rezerwami, do których nie mogliśmy dotrzeć wcześniej.
Spoglądamy w przeszłość i z nowego obecnego pułapu rozpoznajemy we wszystkich traumatycznych doświadczeniach trudne lekcje, których owocem jesteśmy nowi my.
Podobnie jak na wcześniejszych etapach dajmy sobie czas, by proces składania nowego „ja” przebiegał w pełnej harmonii z odczuciami.
Powrót do zdrowia jest związany nierozłącznie z tworzeniem nowego życia w oparciu o zmieniony całym procesem wizerunek własny.
Życzę Państwu zrozumienia procesu i owocnej transformacji
autor Teresa Maria Zalewska
www.obkvega.home.pl
Nowa wizja uzdrawiania cz.2
Uznając paradygmat 3 wkraczamy w świat nowej dziedziny nauki - HOLOGRAFII.
W roku 1929 znany matematyk i filozof Alfred North Witehed opisał naturę jako rozwijającą się serię wzajemnie połączonych zdarzeń.
Zdarzenia te nie kończą się na postrzeganiu przez zmysły.Zmysły niosą informację dotyczącą określonych zdarzeń.
Zdarzenia zaś wpływają na zmysły przy pomocy których je postrzegamy.
W tym samym roku Karl Lashley opublikował wyniki badania mózgu wykazując, że pamięć ludzka nie jest przypisana do żadnej jego części.
Jest równomiernie rozmieszczona na całym jego obszarze, prawdopodobnie jako pole energetyczne.
W 1947 roku Dennis Gabor wyprowadził równania opisujące trójwymiarową fotografię, którą nazwał hologramem, a w 1969 doktor Karl Pribram, słynny neurolog z Uniwersytetu Stanford ogłosił, że hologram działa doskonale jako model procesów dokonujących się w mózgu.
W 1971 doktor Dawid Bohm, fizyk-współpracownik Einsteina, ogłosił, że organizacja wszechświata jest prawdopodobnie holograficzna.
Teza Bohma wspiera koncepcję Pribrama, stwierdzającą, że ludzki mózg działa jak hologram - zbiera i odczytuje informacje z holograficznego wszechświata.
W swej doskonałej książce „Światło życia”, Barbara Ann Brennan omawia implikacje, jakie niesie holograficzne myślenie i przedstawia je jako 7 założeń dotyczących natury rzeczywistości.
1.Świadomość jest podstawową rzeczywistością.
Doktor Karl Pribram mówi, że podstawowa rzeczywistość jest energetycznym zapisem, jaki nasz mózg odbiera przez zmysły, które działając wspólnie tworzą złudzenie otaczającego nas świata.
2.Wszystko jest wzajemnie połączone, co oznacza, że dowolne wydarzenie w jednym miejscu wpływa natychmiast na wszystko inne.
Wszystko, co robimy, myślimy i czujemy w kwestii zdrowia i choroby natychmiast wpływa na wszystkich innych.
Zatem uzdrawiając siebie, uzdrawiamy innych.
Wspierając uzdrawianie innych pomagamy sobie.
3.Każdy kawałek zawiera całość.
Bez względu na to, jak duży kawałek hologramu odetniemy, zawsze uzyskamy trójwymiarowy obraz przedmiotu.
Wszystko, co jest, tkwi w każdym z nas.
Badając wewnętrzny krajobraz, badamy wszechświat.
4.Czas jest holograficzny.
Każdy aspekt wszystkiego istnieje przez cały czas i zawsze (wszystko dzieje się w teraźniejszości). Każdy z nas jest połączony z tym "ja", które było zdrowe przed zachorowaniem.
Możemy uzyskać dostęp do tego doświadczenia i spróbować przenieść je do teraźniejszości w celu uzdrowienia.
5. Indywiduacja i energia są podstawą wszechświata.
Każdy przejaw rzeczy jest indywidualny i różny od wszystkich innych.
Każdy z nas jest zbudowany z energii.
Jeśli porzucimy koncepcję stałej materii i uznamy, że jesteśmy światłem, będziemy mieli szansę zmiany.
Nasze ciała zmieniają się bezustannie.
W każdej sekundzie mamy inne ciało. Każdy z nas jest niepodobny do kogoś innego.
To czego doświadczamy jest wyjątkowe.
6.Całość jest większa od sumy swoich części.
Jeśli zaczniemy dokładać do płyty fotograficznej odcięte części, uzyskamy wyraźniejszy obraz przedmiotu, z czego wynika, że każdy przejaw rzeczy istnieje w ramach sytemu większego od siebie.
Łącząc nasze poszczególne części albo jaźnie, łączymy się z większą pełną jaźnią i lepiej ją rozumiemy.
Każda grupa ludzi tworzy pewną wyższą całość - silniejszą i bardziej kreatywną niż zsumowane wysiłki jej członków lub którykolwiek z nich oddzielnie.
7. Świadomość tworzy rzeczywistość i swoje własne doświadczenie rzeczywistości.
Siódme założenie wynika z holograficznej teorii mózgu.
Dr Pribram twierdzi, że mózg przetwarza informacje w sposób konwencjonalny, a to oznacza, że będziesz doświadczał zgodnie ze swoimi oczekiwaniami opartymi na tradycji i wpojonych przekonaniach.
Jeśli zaakceptujemy ideę, że sami tworzymy swoje doświadczenie rzeczywistości, zyskamy możność określenia, w jaki sposób stworzyliśmy to, które przeżywamy i zmienienia go, a następnie stworzenia bardziej pożądanego.
Podsumowanie:
Choroba jest wynikiem zniekształcenia naszej świadomości (intencji).
Istnieje holograficznie, więc proces uzdrowienia powinien obejmować wszystkie części naszej istoty.Nasze kreacje nie są li tylko i wyłącznie naszym dziełem, lecz pozostają pod wpływem innych ludzi.
Stanowią więc holograficznie także ich dzieło.
Ponieważ wszyscy jesteśmy połączeni, uzdrawiając siebie, mamy wpływ na uzdrowienie innych. Jesteśmy energią i możemy się zmieniać.
Gdy odrzucimy stare nawyki myślowe, otworzą się dla nas nowe możliwości odzyskania zdrowia.
Pogląd holograficzny rzuca wyzwanie naszemu poczuciu tożsamości i oznacza, że musimy przyjąć pełną odpowiedzialność za to, co robimy zarówno sobie jak i innym.
Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska
Odwolanie do cz. 1 artykulu Teresy Marii Zalewskiej Nowa wizja uzdrawiania cz.1
Nowa wizja uzdrawiania cz.1
To, co traktujemy jako daną nam rzeczywistość, zależy od paradygmatu na bazie którego budujemy nasze życiowe doświadczenia, a ten z kolei od poziomu naszego rozwoju.
W swojej interesującej książce "Globalna zmiana umysłu" dr Willis Harman wymienił trzy paradygmaty, w oparciu o które rozwijała się i nadal rozwija ludzkość.
1.Materia tworzy umysł.
Podstawowym tworzywem budowy wszechświata jest materia,a rzeczywistość poznajemy poprzez badanie otaczającego nas świata.Świadomość powstaje z materii na jednym z etapów rozwoju ewolucyjnego i nie istnieje poza organizmem żywym.
2.Dualizm, czyli materia i umysł.
Wszechświat zbudowany jest z materii-energii i umysłu-ducha.Materię-energię bada się przy pomocy instrumentów naukowych.
Umysł-duch poznajemy poprzez metody eksploracji wewnętrznej.
3.Transcendentny monizm.Umysł tworzy materię.
Świat fizyczny jest tym dla wielkiego umysłu, czym obraz ze snu dla umysłu indywidualnego. Ostateczna rzeczywistość ukryta za zasłoną świata fizycznego jest poznawalna nie przez zmysły, a dzięki intuicyjnemu wglądowi.
Świadomość nie jest produktem końcowym materialnej ewolucji: przeciwnie, jest początkiem materialnego doświadczenia.
W naszej kulturze filozofia opiera się na anachronicznym modelu.
Model ten zakłada, że świat zbudowany jest z podstawowych cząstek materii, które poznajemy i oczekujemy, że dzięki temu procesowi zrozumiemy otaczającą rzeczywistość. Nauczono nas ufać racjonalnemu umysłowi i żyć z nim w zgodzie.Dzielimy zatem wszystko na oddzielne części i badamy je.
Mówimy:"Oni niszczą naszą planetę","Wszystkiemu winien jest rząd"...............
Twierdzenia tego rodzaju oddzielają nas o tych "innych", na których można zrzucić odpowiedzialność. Z jednej strony uwalnia nas to od poczucia współtworzenia sytuacji, z drugiej, z takiego właśnie przekonania wynika poczucie bezradności w innych bardzo ważnych dla nas kwestiach.
Identycznie traktujemy problem choroby.
Oddzielamy ją od nas samych, traktując jako coś narzuconego.
Wszystko szufladkujemy, używając takich stwierdzeń jak:
- Zaraziłem się od ciebie,
- Ból tej nogi jest nie do zniesienia.
Próbujemy pozbyć się objawów, zamiast usiłować dotrzeć do źródła problemów.
Boli mnie kręgosłup, muszę wziąć Ibuprofen – sygnalizujemy swój zdrowotny problem jednocześnie potwierdzając nasze przekonanie, że chorobę wywołał czynnik zewnętrzny, a leczenie ma polegać na usunięciu objawów poprzez lek farmakologiczny lub operację.
W ramach funkcjonującego paradygmatu nie zajmujemy się przyczyną choroby, chyba, że kolejne niedomaganie lub efekty uboczne zaleconej terapii zmuszą nas do dalszych poszukiwań.
Jeśli lekarz nie może usunąć naszego problemu, czujemy się zagubieni i bezradni, choć to właśnie w tym momencie pojawia się szansa dotarcia do przyczyn choroby na głębszym poziomie, co prowadzi do zrozumienia siebie i podjęcia działań w obszarze rzeczywistego źródła problemu, to znaczy intencji, myśli i emocji.
Zachodnia medycyna opierając się na mechanistycznie pojętym obrazie rzeczywistości diagnozuje wiele chorób wrzucając je do koszyka "nieuleczalne", nie wyjaśniając, że bazą dla takiego rozpoznania jest przekonanie o tym, iż jedyną możliwą rzeczywistością jest powszechnie przyjęty model.
Tymczasem diagnoza "nieuleczalności" jest stwierdzeniem dotyczącym systemu medycznego, a nie pacjenta.
Mamy tendencję do ulegania przeświadczeniu, że "nasz" model rzeczywistości sam w sobie jest rzeczywistością, zapominając, że ograniczone są wszystkie modele.
Myślę, że uczciwszym stanowiskiem w obliczu "nieuleczalnej choroby" jest stwierdzenie, że to my nie jesteśmy w stanie zrobić dla chorego nic więcej bez zamykających na szukanie pomocy i odbierających wiarę i nadzieję na powrót do zdrowia stwierdzeń.
Zobacz film na YouTube
autor Teresa Maria Zalewska
www.obkvega.home.pl
wtorek, 7 lipca 2009
MM, czli Magia Miłości
I choć zgodnie twierdzimy, iż najwspanialsze dzieła ludzkich rąk są manifestacją jej odczucia w sobie, rzadko doceniamy ogrom kreatywnej siły twórczej, z którą wiąże się jej doznawanie.
To dzięki jej odczuwaniu jesteśmy zdolni do największych wyrzeczeń, nietuzinkowych zachowań, nieustraszonych postaw.
To dzięki niej jesteśmy w stanie burzyć stare struktury, by „nowe” mogło zaistnieć.
Ale czym jest owa siła?
Większość z nas identyfikuje miłość z uczuciem zakochania. Czy wyczerpuje to jednak istotę miłości?
Czym jest wobec takiej definicji zachwyt obserwatora wschodzącego słońca, czy pasja towarzysząca działaniom ekologa zafascynowanego harmonią stworzoną przez Matkę Naturę?
Co stoi za wspaniałym dziełem architektonicznym czy przenikającą na wskroś „Sonatą księżycową” Bethovena?
Jaki rodzaj odczuć towarzyszy poecie w trakcie zapisywania kolejnych wersów czy mistrzowi pędzla wyczarowującemu na blejtramie kolejną tęczową formę w dwuwymiarze?
Obserwując uczestników zajęć prowadzonych przez Centrum OBK „Vega” stwierdzam, że większość z nich ma duże problemy z określeniem tego , co czuje.
Choć „ćwiczenia” obejmują znakomitą większość warstw „energetycznego tortu” i są ułożone w taki sposób, by harmonijnie podnosić energię na różnych poziomach ludzkiego istnienia, skutki wieloletniej tresury osobowości polegającej w głównej mierze na tłumieniu odczuć, owocują dramatycznym odczuciem niezdrowej pustki.
Wielu spotkań potrzeba, by uruchomić jedno z podstawowych narzędzi w które wyposażona jest nowonarodzona ludzka istota – odczucia.
Dlaczego to jest takie istotne? Wyobraźmy sobie, że nasza percepcja otaczającej rzeczywistości odbywa się tylko poprzez zmysły wzroku i słuchu.
Czy jesteście Państwo w stanie wyobrazić sobie sytuację zagrożenia na jakie narazilibyśmy swój organizm nie posiadając odczucia bólu, ciepła czy zimna?
Myślę, że rozwodzenie się na ten temat jest zbędne.
Podobnie rzecz ma się z naszymi odczuciami.
Od wczesnego wieku dziecięcego dzieci słyszą wiele komunikatów tłumiących swobodę w wyrażaniu tego co czują, która stopniowo przyczynia się do ukształtowania poglądu, że to co odczuwamy jest niewłaściwe.
Zamiast nauki konstruktywnego wyrażania emocji, otrzymują modele zachowań obowiązujących w danym środowisku.
Wyrażanie siebie jest stopniowo zastępowane przez maskę, która ma na celu dostosować osobnika do funkcjonowania w społeczeństwie lub zapewnić mu wysokie uznanie społeczne, jeśli potrafi zręcznie manipulować i przekonać innych o swej wielkości.
Wydawałoby się, że druga opcja jest niezwykle atrakcyjna. Tu maska daje nam przywileje społeczne. Aplauz, pieniądze, czasami fotografie na pierwszej szpalcie poczytnych czasopism. Czujemy się lepsi od innych, którzy najczęściej z tytułu własnego interesu utrzymują nas w tej iluzji. Wydawać by się mogło, że wszystko jest ok., gdyby nie stan znudzenia czy pustki, których nie potrafimy się pozbyć, choć dokładamy wielu starań.
Co się stało – zapytujemy siebie?
Gdzie nasza spontaniczność?
Co zrobić by wróciła radość szczebioczącego dziecka, czy ufność bezbronnego szczeniaka tulącego się w naszych dłoniach?
Tu docieramy zazwyczaj do stwierdzenia, że jakaś część naszej istoty umarła.
Myślę, że nie wiele mylimy się z prawdą.
Tłumiąc przez lata nasze odczucia, pozbyliśmy się również narzędzia wzbogacającego nasze codzienne życie, narzędzia dzięki któremu dokonujemy również wielu wyborów, mających decydujący wpływ na jego jakość.
Możemy się oszukiwać, że wrażliwość odczuciowa utrudnia życie, ale myślę, że koszt jaki płacimy za jej brak, jest po wielokroć większy. Jak wcześniej wspominałam, miłość (jakość odczuciowa) niesie nie tylko poczucie spełnienia, ale jest również najwspanialszym źródłem naszej pomysłowości i kreatywności.
Powrót do jej odczuwania jest związany z umiejętnością usunięcia blokad, które powstały w trakcie tworzenia się maski. Dla wielu ludzi to niezwykle trudna decyzja. Czasami wiążąca się z całkowitą transformacją życia, na co wielu z nas po prostu nie stać (mam na myśli nie tylko przywileje, które maska daje).
Myślę jednak, że uruchomienie radosnej twórczości i idącej w ślad za nią satysfakcjonującej kreatywności jest najcudowniejszą nagrodą. Szkopuł w tym, że proces ten wymaga od nas samodyscypliny, inwestycji w siebie i czasu.. Magia Miłości...
Co wybierzemy? Myślę, że to na co jesteśmy przygotowani.
Zobacz film na YouTube
autor Teresa Maria Zalewska
Dokąd zmierzamy?
Poczucie własnej wartości, wybór kariery, oczekiwania w życiu kształtują się w dużym stopniu pod wpływem ocen, nagród, które otrzymujemy w szkole. Słabe wyniki w szkole przynoszą wiele negatywnych emocji, które prowadzą do lęku i postrzegania zagrożenia, i niebezpieczeństwa, czyli stresu. Upośledza on uczącego się uruchamiając błędne koło, po którym oceny szkolne spadają spiralą w dół....................
Ogólnie nauczyciele szkolni testują i doceniają zadania półkuli logicznej. Logika, sekwencje, liczenie, kategoryzowanie, umiejętności werbalne wszystko to jest wysoko nagradzane w szkole. Intuicja , emocje, humor, ruch rytmiczny, tworzenie obrazu i inne "gestaltowe" możliwości mózgu nie są używane, testowane i szczególnie cenione.
Dopiero w prawdziwym świecie, poza klasą, gdzie sukces zależy od twórczej wyobraźni, która umożliwia ustanawianie i prowadzenie biznesu i innych działalności, zaczynamy doceniać wagę mózgu "gestalt".
"Smart moves, why learning is not all in your head"dr Carla Hannaford
Życie w nieustannym stresie wiąże się z poważnymi konsekwencjami.
To nasza indywidualna interpretacja świata decyduje o tym, czy daną sytuację będziemy postrzegać jako zagrożenie, czy możliwość poznawania otaczającej rzeczywistości.
Wydzielanie adrenaliny, to reakcja stopniowa zależna od stanu zagrożenia, stąd by ją organizm rozłożył , potrzebny jest czas zanim poczujemy się znowu spokojni.
Badania na Uniwersytecie McGill wykazały, że większa ilość kortyzolu wiąże się z mniejszą możliwością uczenia się i słabszą pamięcią, a także z problemami w koncentracji.
Ponieważ rozwój sieci nerwowych i mielinizacja są skoncentrowane na obszarach przetrwania, rozwój sieci w odpowiedzialnym za tzw. wysokopoziomowe myślenie przyczynowo - skutkowe mózgu limbicznym i nowej korze jest ograniczone.
Ludzie żyjący w dużym stresie nieodpowiednio rozwijają drogi nerwowe, tworzące fundamenty dla nowego uczenia się, rozumowania i twórczości. Często też są nieświadomi tego, jak bardzo są zestresowani.
Jest tak, ponieważ stało się to dla nich stylem życia. Hans Selye nazywa tę nieświadomość "General Adaptive Syndrome - GAS"), skomplikowanym fizjologicznym mechanizmem, którego celem jest pozwolić organizmowi dostosować się do stresu. Adaptacja jednak niekoniecznie zawiera w sobie zdolności wyższego myślenia i twórczego funkcjonowania.
A konsekwencje?
Czy nieumiejętność radzenia sobie z wyzwaniami życiowymi wynikająca z braku mielinizacji sieci nerwowych u dzieci, nie przekształca się w problemy związane z brakiem zaspokojenia własnych ekonomicznych potrzeb u ludzi dorosłych?
Czy stres związany z tą sytuacją nie przekłada się na rozwój chorób takich jak rak?"Plaga nowotworów dziesiątkuje Polskę" - donosi sobotnie wydanie informacji na www.wp.pl "Wybrzeże i Mazury - najmniej skażone regiony Polski - są dotknięte plagą zachorowań na raka płuc. Te szokujące informacje podaje ostatni raport przygotowany przez Centrum Onkologii wWarszawie. Największy wpływ na zachorowalność ma zachowanie i styl życia ludzi, a nie stan otaczającego ich środowiska - uważa współtwórczyni raportu dr Joanna Didkowska z Zakładu Epidemiologii i Prewencji Nowotworów Centrum Onkologii w Warszawie."
Znakomita większość lekarzy i psychologów zdaje sobie sprawę z tego, że stres osłabia działanie układu immunologicznego. Dopóki układ immunologiczny jest sprawny, powstające bezustannie komórki nowotworowe są eliminowane zanim poczynią jakiekolwiek szkody. Wzmożone wydzielanie kortyzolu towarzyszące "zespołowi przetrwania", tłumi działanie systemu immunologicznego, a co z tym się wiąże, wzrasta podatność na zachorowanie m.in. na schorzenia nowotworowe.
Biorąc pod uwagę wyniki prac wielu specjalistów z zakresu pedagogiki, psychologii i medycyny, nie trudno jest odgadnąć iż droga, którą jako społeczeństwo podążamy, wiedzie do krajobrazów dalekich od wyśnionego raju.
Myślę, że raczej należałoby się zastanowić, co zmienić, by konsekwencje podjętych działań były bardziej zadowalające zarówno ze społecznego jak i medycznego punktu widzenia.
Pozdrawiam
autor Teresa Maria Zalewska
