sobota, 29 sierpnia 2009

Błękitny szlak cz. 2 – „Szarada”

Czy realizacja Twoich wyobrażeń o sobie i otaczającej rzeczywistości ma jakikolwiek związek z realnymi potrzebami ? - to często zadawane pytanie uczestnikom zajęć warsztatowych prowadzonych przez Centrum OBK "Vega".
Niektórzy twierdzą, iż choć snują marzenia, trudno im określić potrzeby, ponieważ mają problem z identyfikacją odczuć. Uważają, że to zasługa systemu edukacji, który preferuje program promujący rozwój półkuli logicznej. Nierzadko zrzucają brak umiejętności zarządzania emocjonalną i intuicyjną sferą życia na niedobór ogólnodostępnej, praktycznej wiedzy na ten temat. Niezależnie od przyczyny, trudno żyć w harmonii ze sobą pomijając możliwości jakie dla tworzenia życiowego doświadczenia niesie bogactwo inspiracji ukryte w intuicyjnej strefie istnienia.

Brak powiązania w kreatywności wyobrażeń z odczuciami, prowadzi nas niejednokrotnie do głębokiego rozczarowania, żeby nie powiedzieć uczucia niezdrowej pustki nawet wówczas, gdy cel przedsięwzięcia został osiągnięty. Często w takich momentach przestajemy rozumieć sami siebie. Odczuwając wielki dyskomfort usiłujemy sobie z nim poradzić, zagłuszając na wielość sposobów to jakże przykre doznanie.

Jedną z dość często wybieranych przez uczestników naszych zajęć warsztatowych możliwości jest stłumienie psychicznego bólu poprzez pospieszną bezrefleksyjną realizację kolejnego celu.
Czy na tej zwariowanej karuzeli jesteśmy w stanie dostrzec siebie, takimi jakimi jesteśmy na "tu i teraz", czy tylko wyobrażenie o sobie będące spuścizną przeszłych zdarzeń bądź irracjonalnych iluzji?
Przed 2 laty na zajęcia warsztatowe trafiła młoda kobieta. Początkowo z zainteresowaniem realizowała kolejne elementy pracy ze sobą, bacznie obserwując grupę. Niewątpliwie poszukiwała. Jak wynikało z jej opowieści uczestniczyła w większości warsztatów prowadzonych przez różnych narodowości i proweniencji nauczycieli duchowych, uzdrowicieli czy innych terapeutów.

Plasowała siebie na poziomie urzeczywistnienia Miłości Uniwersalnej, jednocześnie (jak wynikało z jej wypowiedzi) pozostając w głębokim konflikcie ze sobą i najbliższymi członkami rodziny.
Zastanawiałam się, jak to możliwe, by wyobrażenie było tak odległe od nurtu życia, od jego odczuwania. W moim gabinecie bezustannie konfrontowałam się z neurotykami szukającymi pomocy. Oni z reguły odrzucali wszelkie leczenie, które bez względu na rodzaj terapii, bywa bolesne. Pragnęli cudu, który leczy bez bólu.
Podobnie ona pragnąc czuć się "dobrze w swojej skórze", wymyśliła bardzo sprytny sposób na trwanie w zaprzeczeniu (I etap uzdrawiania wg. Dr Barbary Kubler - Ross). Utożsamiła się w wyobraźni z istotą na bardzo zaawansowanym poziomie rozwoju.
Odeszła wraz ze swoją iluzją.

Na pożegnanie zostawiła kartkę z tym pięknym, ale potwierdzającym moje przypuszczenia tekstem:

"Lalka z soli

Lalka z soli przeszła tysiące kilometrów po ziemi,
Aż pewnego razu dotarła do morza.
Zafascynowała ją ta ruchoma i dziwna masa,
Całkowicie różna od wszystkiego, co dotąd widziała.
- Kim jesteś? - zapytała lalka z soli morze.
Morze odpowiedziało z uśmiechem:
-Wejdź i zobacz.
I lalka weszła w morze,
Ale im bardziej się w nie zanurzała,
Tym bardziej się rozpuszczała,
Aż nie zostało prawie nic.
Nim rozpuścił się ostatni kawałek,
Lalka zawołała zdumiona:
- Teraz już wiem, kim jestem!".

Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska

piątek, 28 sierpnia 2009

Błękitny szlak cz. 1

Zwariowana karuzela



Wyboru dotyczącego świadomego rozwoju dokonujemy bardzo często pod wpływem cierpienia. Brak możliwości znalezienia satysfakcjonującego rozwiązania gnębiących nas problemów, ciekawość wewnętrznego krajobrazu czy kontynuacja drogi istot, które stały się naszymi ideałami, to rzadziej spotykane przyczyny zainteresowania sobą wykraczającego poza przyjęty model życia.

Początki są zazwyczaj trudne. Z moich doświadczeń wynika, iż świadoma praca z podświadomym poziomem życia (stąd wyruszamy na "błękitny szlak") jest łatwiejsza i skuteczniejsza, jeżeli wzmacnia ją dobrze rozumiejąca swe potrzeby grupa. "Upłynnianie" blokad może się wiązać nawet z przyjemnym doznaniem, jeśli jesteśmy otwarci na sposoby pracy połączone z doznawaniem przyjemności. Poczucie radości towarzyszące twórczej realizacji poprzez elementy ćwiczeń energetycznych, choreo - czy muzykoterapię łagodzi ujawnioną w trakcie terapii zmienność nastrojów czy wręcz dolegliwości somatyczne imitujące nierzadko schorzenia w ciele fizycznym.

Systematyczna praca nad wykorzenianiem starych wyobrażeń nie powinna jednak ograniczać się tylko do uczestniczenia w zajęciach warsztatowych. Nowa wizja siebie i swego życia wspierana poprzez różne techniki pracy w tym - z umysłem (m.in. wizualizację), powinna znaleźć swoje odzwierciedlenie w kreatywności, która staje się wówczas swoistym i w moim przekonaniu najskuteczniejszym katharsis.

Na tym poziomie kreatywność może uwalniać duże pokłady lęku, dla którego najlepszą przeciwwagę stanowi pasja towarzysząca uruchomionemu działaniu.

To na tym etapie odpowiedź na pytanie "co lubię?", dotyczy nie tylko naszych wyobrażeń na ten temat, ale i odczuć. Nie wyobrażam sobie pasjonata kreującego bez potężnej, wspierającej jego działalność pozytywnej emocji. Wówczas i tylko wówczas jesteśmy w stanie pokonać wiele ograniczających nasze pole twórcze ograniczeń mających swoje źródło w głęboko stłumionym lęku..
To bardzo trudny i wypełniony żmudną pracą i licznymi wątpliwościami okres, ale gdy pozbędziemy się nawet stosunkowo niewielkiej części balastu, odczuwamy ulgę.

Naraz sytuacje, w których przez długie lata dominowały przykre doznania, stają się obojętne odczuciowo, czasami doświadczamy wręcz satysfakcji, a to najlepszy miernik naszej osobistej zmiany.

Po różnie długim "treningu" w zakresie kreatywności zharmonizowanej z odczuciami (kreacja z poziomu intuicji), nasze szanse na stworzenie korzystniejszych warunków życia wzrastają. Powoli stajemy się ekspertami w zakresie "ustawiania klocków" na życiowej szachownicy. Ale uwaga: jeśli nadal tli się w nas smykałka "podróżnika w głąb siebie", strzeżmy się pułapki materialnej karuzeli. Z moich obserwacji wynika, iż to na tym etapie adepci rozwoju bardzo często ulegają iluzji materialnych manipulacji, które?? sami stworzyli.

Dla nich nie pozostaje nic innego, jak zwariowany kierat na kole fortuny.

Dokąd wiedzie nas ta transformacja?

O tym w następnej części cyklu.

Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska

niedziela, 9 sierpnia 2009

CISZA

Cisza jest tożsamością roślin, zwierząt i ludzi.
Cisza jest istotą życia, które właśnie się budzi.
Cisza jest początkiem i końcem istnienia.
Z Ciszy wyłania się krzyk ptaka,
I w Ciszę się zamienia.

Cisza zalega w skałach,
Woda jest Nią wypełniona,
Od wczesnego świtu,
Aż po zmierzchu ramiona.

Z Ciszy rodzi się myśl,
A z myśli wszelakie życie na Ziemi,
Którego doświadczamy
Zmysłami swoimi.

Z Ciszy wyłania się wszystko
I wraca do Ciszy.
Cisza jest Rzeczywistością,
Którą się w ciszy słyszy.

Autor: Teresa Maria Zalewska

Magia myśli, magia słowa

Jednym z największych sekretów, jaki odkryłam w moim życiu jest twórcza rola myśli.

Wydaje się to takie oczywiste, że każda myśl tworzy nasz indywidualny świat, nasza codzienną rzeczywistość, lecz obserwując ludzi zza lekarskiego biurka, odnoszę wrażenie, że prawdą tą niewiele osób potrafi się z pożytkiem posługiwać.


Bardzo szeroko na łamach mediów reklamuje się metody służące zachowaniu zdrowia, a oparte na postrzeganiu siebie jako ciała fizycznego z całkowitym pominięciem wymiaru emocjonalnego i mentalnego naszego istnienia.

A przecież pozytywna myśl i idąca w ślad za nią emocja niosąca radość, jest najlepszą gwarancją zdrowia człowieka.

Ta oczywista prawda przekazywana jest nie tylko przez wielkich mędrców tego świata, ale zawarta również w starych porzekadłach typu "nie urodzi kruka wrona...." itp.

Dlaczego nie potrafimy skorzystać z tego prostej recepty na szczęśliwe życie?

Dlaczego zaprzątamy głowę swą myślami, które zamienione w słowa i uruchomione w działaniach, czynią nam samym ogromną krzywdę, nierzadko doprowadzając delikwenta do gabinetu lekarskiego?

Obserwując moich pacjentów od 20 lat, myślę, że większość ludzi nie widzi żadnego związku między tym, co pomyślą, a wydarzeniami, które sami tworzą.

Nikt nie chce chorować, ale wzięcie odpowiedzialności za każdą myśl pojawiającą się w umyśle, za każde wypowiedziane słowo, to wydaje się przekraczać ludzkie możliwości.

Nie jest jednak prawdą, że kontrolowanie myśli, to umiejętność, którą władają wybrańcy losu.
Myślę, że negatywne myślenie można zaliczyć do kategorii pt. "złe nawyki" i choć trudno je zmienić, dbałość o własny interes, którym jest chociażby zdrowie, powinna zaważyć na odpowiedzialnym wyborze.

Ale co zrobić z negatywnymi emocjami, które są następstwem myślenia o czarnym zabarwieniu, a które wpływają na nasz sposób myślenia?

Tu kłania się szereg metod uwalniania emocji, a jedna z najbardziej przemawiających do uczestników prowadzonych przeze mnie warsztatów należy taniec.

Reasumując jakość naszego wielopoziomowego istnienia zależy od jakości myślenia.

Pozdrawiam serdecznie i proszę o podzielenie się tymi oczywistymi prawdami ze wszystkimi, którzy o nich zapomnieli.

autor Teresa Maria Zalewska

Komunikacja - cz.I

Nareszcie wolny dzień!
Poranek dżdżysty, pochmurny. Diamentowe kropelki wody torują sobie drogę po szybie na skróty, zgodnie z prawem grawitacji, na parapet.
Za drzwiami słyszę pospieszne kroki syna zmierzającego do porannych ablucji. Jak na mój gust, zbyt wcześnie wstał i o wiele za wcześnie "gna" do szkoły.


Ma "naście" lat i czuje się bardzo dorosły, a ja szanując jego wolność wyboru, nie sprzeciwiam się temu niezrozumiałemu dla mnie porannemu szaleństwu.

Mija dłuższa chwila i 180 - centymetrowe chłopisko pochyla się nad moją głową.

- Cześć mama - słyszę tuż nad uchem.

- Będę o 14.00. Trzaśnięcie drzwiami i znów cisza.

Zanurzam się w siebie. Nasycam każdą moją cząsteczkę Energią życiodajnego Źródła. Czuję jak niezliczone kanały energetyczne zamieniają się w rzeki płynącej gorącej lawy. Głęboki spokój wypełnia mnie i daje poczucie błogości. Kocham ten wymiar i myślę, że mogłabym trwać w nim bez końca.

Nagle błysk. Myśli mkną i układają się w odpowiedzi na postawione wcześniej pytania. Są również inne obrazy. Nie pochodzą z mojego umysłu, ale bardzo wyraźnie je odbieram ze względu na moc wysycenia ciepłem ludzkiego Serca. To dla mnie prawdziwy cud, niewyobrażalne piękno płynące na fali głębokiego uczucia.

Skąpana w słońcu Energii powracam do codzienności.

Codzienna porcja poczty w mailowej skrzynce, przegląd prasy, pospiesznie przygotowany posiłek i na koniec wizyta przyjaciółki.

Jest rozżalona. Konflikt z szefową wylewa się potokiem gorzkich słów. Staram się zasygnalizować jej swój punkt widzenia. Nie chce zrozumieć, że problem tkwi w innym odbiorze rzeczywistości. Szuka obiektywnej prawdy, prawdy, która nie istnieje.

Moja wspaniała przyjaciółka patrząca na życie przez okulary miłości nie pojmuje, że ten bezcenny dar wypełniający jej życie i działania nie jest czymś powszechnym. Ludzie protezują brak odczuć spekulacjami z umysłu, a kreowanie z miłością traktują z wielkim wyrozumiałym pobłażaniem, żeby nie powiedzieć - ubolewaniem nad ułomnością zwaną naiwnością.

Chcąc kontynuować swoją życiową podróż z poziomu mądrości serca, trzeba zrozumieć, że ludzka kreatywność płynie z wielości poziomów Oceanu Ciszy. Stąd wielka różnorodność manifestacji i problemy z komunikacją. Jeśli nie zrozumiemy tego fenomenu i "miast w Ciszy trwać", zawiesimy się na identyfikacji z przejawioną w świecie materii różnorodnością osobowości, zapewne doświadczymy niejednokrotnie bólu emocjonalnego.

Wejdź w siebie i w Ciszy trwaj, trwaj i trwaj. Poczuj Siebie. Obrazy świata, który jest tak bardzo realny dla zmysłów, powoli oddalają się. Ale Ty trwasz. Jesteś nawet wówczas, gdy już nic nie dostrzegasz. Tu mieszka Twoja moc i błogość. Tu w tej niczym niezmąconej Pustce wibruje niezamanifestowane życie.

Wybierasz, materializujesz i doświadczasz.

Im głębiej kochasz, tym "wyżej sięgasz", tym cudniejsze wizje i po " wrzuceniu w życiowy wir", wspanialsze doświadczenie siebie.

Wszyscy to robimy. Świadomie czy nie z wielości poziomów tworzymy różnobarwną tęczę doświadczenia Jedności w Wielości.

Wybieraj, kreuj i czuj się szczęściarzem w drodze do swego najwyższego na danym etapie podróży samowyrażenia. Tego Ci z Serca życzę.

Szczęśliwości wielkiej w doświadczeniu.

Ćwiczenie milczenia

Czy kiedykolwiek pogrążyłeś się w całkowitym milczeniu?
Choć w świecie rozwijającej się w bardzo szybkim tempie cywilizacji technicznej, wydaje się to coraz trudniejsze, przy odrobienie pomysłowości jest wciąż możliwe. Rozpocznij od kilku chwil milczenia każdego dnia, a następnie stopniowo ten czas "wydłużaj".
Wsłuchuj się w swoje myśli i odczucia.
Notuj pomysły, które w chwilach wewnętrznego spokoju płyną nieprzerwanym strumieniem.

autor:Teresa Maria Zalewska

O miłości kilka refleksji

Wiele wokół niej hałasu, zbędnych słów, które wypowiadamy lub piszemy, nie odczuwając we własnym sercu ich prawdziwej zawartości.

Przed kilkoma laty gościł w Warszawie dr Emoto, autor kilkunastu tysięcy fotografii wody poddanej procesowi „programowania”, a następnie krystalizacji.
Prezentował m. innymi swoje niebywałego piękna prace wykonane po obróbce przez dźwięk i słowa oznaczające uczucia.

Najpiękniejsze dla mnie odzwierciedlały słowo miłość a także „zaprogramowane” przez muzykę klasyczną.

Zapytałam, czy wśród jego doświadczeń znalazła się próbka wody poddanej odczuciu miłości.

Dr Emoto był bardzo zakłopotany, po czym wyjaśnił, że nie jest to możliwe z powodu braku miernika tego specyficznego stanu doznań.
Znakomitą przewagę w obrębie naszej cielesności stanowią płyny ustrojowe, a więc woda.

Prace dr Emoto uzmysłowiły mnie - lekarzowi, jak wielką uwagę powinniśmy przywiązywać do kultury słowa, czy otaczania się pięknem muzycznej frazy.
Ale czy etykieta słowna, choćby najpiękniejsza jest w stanie zastąpić odczuwanie miłości?


Przed wieloma laty jednym z moich domowników był niezwykłej urody czarny kot.
Nie reagował na zwykłe kici, kici. Wabił się Tygrys.
Towarzyszył mi nieustanienie we wszystkich pracach w ogrodzie, polując z upodobaniem na moje nogi, włóczył się ze mną po lesie, krótko mówiąc, jego zachowanie odbiegało znacznie od charakterystycznego sposobu bycia innych osobników tego niezwykle mądrego gatunku.

Był wspaniałym nauczycielem niezależności i miłości własnej, choć mówiąc szczerze, nie do końca wówczas tak to pojmowałam.


Któregoś pięknego popołudnia jego donośne miauczenie zmusiło mnie do oderwania wzroku od fascynującej lektury.
Spojrzałam w jego stronę i omal nie zemdlałam.
Tuż przy nodze mojego fotela leżał szczur większy od Tygrysa.
Stan moich emocji wskazywał na „wewnętrzny sztorm”, stąd pamiętam jedynie, że krzyknęłam, aby zabrał swoją zdobycz, po czym zamknęłam oczy i czekałam na cud „dematerializacji" w wykonaniu nieżyjącego zwierzęcia.


O dziwo.......... doczekałam się.
Obrażony Tygrys wyniósł swą zdobycz, ale mój kompletny brak zrozumienia dla „kociej miłości”, przypłaciłam jego nieobecnością przez cały następny tydzień.
Choć do ostatnich jego dni na "ziemskim padole" żyliśmy w znakomitej komitywie, już nigdy nie pochwalił się swoimi łowieckimi osiągnięciami przed tępą ludzką istotą.

Cóż......
Zrozumienie sytuacji, prawdziwych intencji leżących u podłoża działań innych istot, często przychodzi zbyt późno i to nie tylko wówczas, gdy mamy doczynienia z osobnikami różnych gatunków.


Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska

Pułapka

Przed kilkoma laty, w dramatycznych dla mnie okolicznościach poznałam interesującą kobietę.
Choć jestem raczej typem samotnika, dość szybko nawiązałyśmy dobry kontakt.
Myślę, że przez chwilę wspierałyśmy się wzajemnie w rozwiązywaniu własnych problemów, korzystając z pomnożonego o możliwości drugiej istoty potencjału twórczego.

Sytuacja zewnętrzna przygniatała nas do "Ziemi". Wydawało się, że tkwimy w centrum oceanu cierpienia i choć bardzo się starałyśmy realizować kolejne inspiracje, na scenie materialnego teatru nie zmieniało się nic.

Ze względu na swoją niezwykle skomplikowaną sytuację rodzinną zamieszkała wraz z ciężko chorym synem w naszym mieszkaniu.
Choć "rozumiała" potrzebę wznoszenia się ponad dramat codziennego obcowania z chorymi ludźmi, nie wytrzymała.


Nie była w stanie znieść cierpienia związanego z ówczesnymi problemami zdrowotnymi również moich dzieci.

Wielkim wyzwaniem dla człowieka tkwiącego w bólu najbliższych mu istot jest umiejętność kontrolowania umysłu pod kątem zawartości myślowej.
Emocje towarzyszące wciąż zmieniającej się, lecz jednocześnie przewlekłej "patologii" są najczęściej wyznacznikiem narzucającym destrukcyjny sposób myślenia, a co za tym idzie - odpowiadającego temu - kreowaniu w tym świecie.

Poddając się takiemu biegowi rzeczy, utykamy w pułapce.

Wyprowadzili się po 4 miesiącach. Bardzo szybko, moja znajoma odcięła się również od przewlekle chorego syna. Wydawałoby się, że wraz z pozbyciem się konieczności przebywania wśród "oceanu cierpienia" jej samopoczucie poprawi się, a jakość życia wzrośnie.

Minęły 3 lata.

Przyjechała.
Według jej słów, a również mojego oglądu jej osoby - w stanie mało atrakcyjnym dla kogokolwiek.
Przygnieciona bezproduktywnym kręceniem się w kółko, wciąż pytała o przyczynę.

Jakże trudno nam zrozumieć, że to, na co według oceny naszego logicznego umysłu nie jesteśmy jeszcze dostatecznie przygotowani (wręcz czujemy się zmuszani przez innych lub okoliczności), jest niezbędną częścią spektaklu życia służącą wyżłobieniu nowych cech, koniecznych do wykonania kolejnego kroku w kierunku własnego rozwoju.

Moja znajoma "uciekła" i ..........utknęła w pułapce niemocy stworzenia nowych warunków własnego wzrastania, choć jej możliwości pod każdym względem do dokonania tego kroku były niebywałe.
Mamy do dyspozycji wiele dróg.

I wolną wolę, która świętą jest.

Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska

Kontakt ze sobą - filozofia czy potrzeba?

Większość ze znanych mi osób zgodnie twierdzi, że żyjemy wszyscy w tym samym świecie.
Argumentacja opiera się na tzw. postrzeganiu zmysłowym, jako narzędziu obiektywnej oceny rzeczywistości. Ale obserwując różnorodność ludzkich reakcji na te same czynniki sytuacyjne, zaczynamy powoli rozumieć, że tzw. obiektywny świat, to jedynie szkielet struktury rzeczywistości, którą współtworzymy wszyscy razem (świadomie lub nie), stanowiący również bazę dla budowania subiektywnej rzeczywistości.

Większość problemów komunikacyjnych wynika w moim przekonaniu z projekcji subiektywnej wizji na "otoczenie" i braku zrozumienia, że ukształtowany przez nas wizerunek "realnego świata", nie jest i nie będzie tym samym dla innych.
Skrajne przypadki takiego sposobu myślenia wiodą do konfliktów na wielu poziomach życia. Towarzyszy im nierzadko zniszczenie i śmierć, albo eskalacja niechęci między poszczególnymi nacjami czy ugrupowaniami religijnymi (choćby ostatnie przykre w konsekwencji wydarzenia związane z publikacją karykatur proroka Mahometa).
Ostatnie lata przyniosły znaczną wiedzę z zakresu psychologii i medycyny dotyczącą skutków problemów komunikacyjnych w kontekście jednostkowym (schorzenia psychosomatyczne), jak również rozwiązań mających na celu zmniejszenie negatywnego ich oddziaływania na człowieka.
Warsztaty z asertywności czy komunikacji interpersonalnej stanowią dzisiaj przedmiot zainteresowania ludzi, przede wszystkim tych, którzy w ramach wykonywanych działań, doświadczyli kontaktu z szerokimi masami. Myślę, że istnieje wręcz konieczność propagowania tego typu spotkań, o ile jesteśmy zainteresowani nie tylko karierą zawodową, ale również w pewnym aspekcie, swoim zdrowiem psychofizycznym.
Nie wyczerpuje to jednak wiedzy o czymś niezwykle istotnym dla wszelakich przedsięwzięć, o umiejętności życia w harmonii i spokoju.
Moi rozmówcy, zwłaszcza młodsza część ludzkiej społeczności spogląda na mnie w tym miejscu z uśmiechem.
Nam się fantastycznie działa na "wysokiej adrenalinie" - twierdzą zwłaszcza osoby niezwykle kreatywne, dla których bariery komunikacyjne podobno nie istnieją.
Z własnego punktu widzenia pewnie mają rację aż do czasu (co nierzadko obserwujemy jako lekarze wśród ludzi między 35 a 45 rż), gdy pewnego dnia, pomimo najszczerszych chęci nie są w stanie zmobilizować się, by wyjść z domu dokądkolwiek. Coraz częściej też ludzie w "białym fartuchu ze słuchawkami na uszach" rozpoznają "zespół wypalenia".
Ale, ale - pytają moi rozmówcy...
Jaki to ma związek z komunikacją?
Myślę, że zaabsorbowani codziennymi obrazami życia, zmuszeni niejednokrotnie do pracy w wymiarze daleko wykraczającym poza normy pracy, zapomnieliśmy o najbardziej istotnym porozumieniu, o komunikacji z samym sobą.
Ale czym jest ten kontakt ?
Obserwując świat ludzkich zachowań, nietrudno zauważyć, że nawykowe tłumienie emocji stało się rzeczywistością życia dla wielu ludzi. Konwenanse, idee, szara codzienność narzuca jak twierdzą moi rozmówcy "określony sposób funkcjonowania", aż "maska", która wydawała się takim wspaniałym wynalazkiem zaczyna uwierać.
Każdy człowiek ma wmontowany w siebie tzw. układ równoważący, którego narzędziem poznawczym są odczucia. Jeśli je tłumimy, pozbawiamy się łączności z sygnałami "wewnętrznymi", które pojawiają się jako odpowiedź na czynniki zewnętrzne (mam na myśli bogactwo emocji towarzyszących naszym wszelakim działaniom).
Samoobserwacja i decyzyjność uwzględniająca nasze odczucia są niezbędnymi elementami życia dla osoby, która pragnie zachować równowagę psychofizyczną i niezbędnymi wskazówkami dla wszystkich twórców spełniającego życiowego doświadczenia.
Zapraszam Państwa do wymiany doświadczeń.

Teresa Maria Zalewska
www.obkvega.home.pl

Cud

Czym jest?

Gdzie szukać cudotwórców, gdy czas nagli, a my pilnie potrzebujemy rozwiązać wielki życiowy problem?

Dawno temu, ja również stanęłam oko w oko z sytuacją, która mnie przerastała. Nie znajdowałam w mojej lekarskiej głowie, ani w umiejętnościach moich przyjaciół po profesji możliwości pomocy dla własnego ciężko chorego dziecka. Modliłam się i marzyłam, by wydarzył się cud i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, choroba "wyniosła się" z ciała mojego dziecka i mojego domostwa.

Marzy o tym wiele matek, które wychowują ciężko i przewlekle chore dzieci. Tak rozpoczęłam długą i najeżoną wieloma przeciwnościami losu drogę poszukiwań.

Poza wiedzą dostępną w ramach medycyny akademickiej szukałam specjalistów zajmujących się terapiami niekonwencjonalnymi.

Zapoznawałam się z wiedzą o cudach dostępną na polskim rynku literackim.
A tak naprawdę, w taki oto sposób, uczyłam się nowego spojrzenia na problem choroby i jej znaczenie również dla mnie, dla mojego własnego rozwoju.

W naszej kulturze choroba postrzegana jest jako przeciwność losu i wszystkie nasze starania skupione są wokół ludzi, którzy umożliwią nam szybkie i skuteczne pozbycie się nękającego nas problemu.

Lecz, czy to, aby na pewno wyczerpuje znaczenie zjawiska zwanego chorobą?

Może niedorzecznością będzie dla osób cierpiących, a także ich rodzin to, co napiszę, ale proszę o otwartość spojrzenia:
Choroba może stać się naszym najlepszym sprzymierzeńcem, podobnie jak i wszystkie nasze cierpienia, o ile zrozumiemy ich edukacyjny sens.

Moje osobiste doświadczenia w rozpaczliwym nierzadko poszukiwaniu pomocy dla dziecka, sprawiły, iż nie tylko odniosłyśmy terapeutyczny sukces, ale tak ja, jak i ona poznałyśmy cały szereg wspierających proces zdrowienia metod i wspaniałych ludzi, którzy z ciepłem serca dzielili się z nami swoją unikalną mądrością.

Choć wielu spośród tego grona nie ma wśród nas, pozostawili po sobie coś najcudowniejszego: czujące wdzięczność i emanujące ciepłem miłości nasze serca.

To jest prawdziwy cud !

Przebyłyśmy drogę:
- od bezradności i przygniatającego cierpienia do odczucia miłości,
- od choroby do równowagi psychofizycznej.
Po wielu latach zmagań, upragniony odpoczynek.

Choć trudno w to uwierzyć, cuda zdarzają się każdego dnia. Spróbujmy zrozumieć edukacyjny sens naszych problemów, otwórzmy się na mądrość swoją i tą wokół siebie, zaufać procesowi życia, a potem czujnie obserwujmy. Może nie spełnią się nasze oczekiwania, ale my będziemy inni, wzbogaceni o wspaniałe cechy takie jak współczucie, miłosierdzie, a może po raz pierwszy poczujemy to wspaniałe uczucie - miłość, najskuteczniejszą energię uzdrawiającą wszystkie rany.


Życzę Państwu na tej drodze ufności, konsekwencji i wytrwałości.

Pozdrawiam

Teresa Maria Zalewska
www.obkvega.home.pl

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Wolność


Czym jest wolność?

Czy w ogóle istnieje na poziomie fizycznego istnienia?
Jaka jest różnica pomiędzy wolnością osobowości, a odczuciem wolności w Ciszy?

Definicja wolności ma ścisły związek z samookreśleniem danego człowieka.
W toku procesu życia, nasze wyobrażenia o sobie ulegają nieustannej zmianie, co ma związek z rozwojem.
Im więcej decyzji podejmujemy w oparciu o inspiracje z poziomu intuicji, tym szybciej uwalniamy się we własnej kreatywności od ograniczających nas wyobrażeń, wdrukowanych do podświadomości programów na życie.
Kreatywność uwalniająca ma miejsce tylko wtedy, gdy jesteśmy mocno zakorzenieni w Ciszy, gdy doświadczamy jedności z Nią, choćby w medytacyjnym stanie umysłu.
Dokąd zmierzamy wówczas?
Wolność osobowości nieustannie zmieniającej się w oparciu o intuicyjny poziom istnienia warunkuje coraz pełniejsze poznawanie siebie w doświadczeniu. Poczucie spełnienia i harmonii towarzyszące temu procesowi są nagrodą samą w sobie, lecz nie zawsze rozumiemy, że kreatywność taka może doprowadzić nas do całkowitego uwolnienia się z okowów osobowości, czyli do pełnej integracji z Ciszą.
Wolność osobowości jest integralnie związana z postrzeganiem siebie jako "uduchowionego ciała".
Medytacja niosąca spokój wewnętrzny, a także moc inspiracji twórczych warunkuje poczucie radości i wiąże się z umiejętnością kreowania swoich doświadczeń życiowych na miarę własnych potrzeb i oczekiwań.
Cierpienie towarzyszy nam nadal, podobnie jak lęk, choć postrzegamy je inaczej dzięki nieustannej praktyce medytacyjnej.
Wolność Ciszy towarzyszy istocie, którą można by nazwać "duchem ucieleśnionym". Doświadczanie tożsamości swej jako Pustki, Ciszy dla osób praktykujących medytację nie jest czymś nowym, czy nadzwyczajnym, lecz odczucie wolności Ciszy osiągają istoty, których osobowość rozpuściła się w toku świadomej kreatywnej podróży do swej Prawdziwej Tożsamości.
Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska
Zobacz film na YouTube

Fragment książki „Czarodziejska myśl”DSP Chicago 2006

sobota, 25 lipca 2009

Gdzie się zaczyna medycyna?


Kiedy jako absolwentka warszawskiej Akademii Medycznej przekroczyłam po raz pierwszy mury szpitala, ufałam, że znajdę tam odpowiedź na dręczące mnie od dzieciństwa pytanie o przyczyny warunkujące chorobę. Motywacja była bardzo silna: najbliższe mi osoby - matka i córka, były z dużą dysfunkcją w zakresie centralnego układu nerwowego.
Cała moja ekspresja skierowana była na penetrację wiedzy umożliwiającej odpowiedź na pytanie o przyczyny, bowiem wierzyłam, że umożliwi mi ona dotarcie do metod warunkujących powrót moich bliskich do świata ludzi sprawnych.
W miarę upływu lat wypełnionych pogłębianiem wiedzy o sposobie funkcjonowania ludzkiego organizmu i wdrażaniem w oparciu o nią kolejnych terapii, uzmysłowiłam sobie, że odpowiedzi na postawione sobie pytanie nie znajdę w dziedzinie nazywanej medycyną akademicką.
Dlaczego?Powód był prosty. Medycyna nie uwzględniała wpływu ludzkiej myśli i idącej w ślad za nią emocji jako bazy dla rozwoju patologii. Dzisiaj, gdy badania wpływu emocji na funkcjonowanie ludzkiego organizmu zaowocowały odkryciem mechanizmów wielu schorzeń (psychosomatycznych), sytuacja wygląda nieco lepiej.
Czy odkrycie przeze mnie (dla mnie samej) twórczej roli myśli i ich wpływu na powstawanie chorób cokolwiek zmieniło w moim życiu w kontekście zdrowia rodziny, czy pacjentów odwiedzających mój gabinet?
Myślę, że zaoszczędziłam moim bliskim i pacjentom wiele cierpienia, a uruchomione terapie doprowadziły moje dziecko do normalnego funkcjonowania w ludzkiej społeczności.
Jaki mechanizm warunkuje rozwój choroby?Jeśli kogoś interesuje wpływ myśli na odczuwanie choćby chandry, niech „pozamartwia" się przez cały dzień, by wieczorem stwierdzić, iż nie należy on do najmilej spędzonych na tym „ziemskim padole".
Wrażliwsi doświadczą czegoś bardziej specjalnego: dolegliwości w sferze fizyczności, począwszy od bólu żołądka, a skończywszy na wzroście ciśnienia tętniczego.Wyobraźmy sobie, że sytuacja warunkująca „negatywne emocje" trwa przez dłuższy okres czasu?
Co się wówczas dzieje w naszym organizmie - nie trudno odgadnąć. Przed kilkoma laty otworzyłam firmę Centrum OBK „Vega" w ramach działalności której staram się pokazać w praktyce różnorodne formy pracy ze sobą (w kontekście szeroko pojętej profilaktyki zdrowia).
Efekty?Pozwolę sobie zacytować wypowiedzi uczestników spotkań warsztatowych dla zobrazowania tego, czym dla nich ta działalność jest:

„Na zajęcia prowadzone przez p. dr Teresę Zalewską uczęszczam od września 2003 r.
Szczerze się przyznaję, że na początku byłam bardzo zdystansowana do tego typu metod, teraz wiem, że nie miałam racji. Muzyka, taniec i atmosfera, która panuje na naszych zajęciach, przenosi mnie jakby w inny świat, świat lepszy, radośniejszy. Stałam się bardziej otwarta, bardziej śmiała w kontaktach z ludźmi, nabrałam odwagi do wyrażania własnych myśli i przekonań. Zauważyłam również, że poprawiła się moja kondycja fizyczna. Obserwując uczestników zajęć myślę, że zmiany te dotyczą wszystkich. Z wdzięcznością myślę o osobach, które spowodowały, że te zajęcia są prowadzone........"Ela L.

„ ....Kiedy przyszłam pierwszy raz na zajęcia, byłam jednym kłębkiem nerwów z depresją, rozdrażniona, gotowa do płaczu. Nie umiałam normalnie funkcjonować. Po kilku spotkaniach w grupie wyciszyłam się bardzo. Depresja minęła. Ból serca odszedł. Podświadomie wyczekuję terminu zajęć. Idę na spotkanie jak na skrzydłach...Jestem zadowolona. Ja żyję...!".- Maria R-W. l. 62

„.. Po 4 latach stresu i przymusowym przejściu na emeryturę popadłam w depresję. Przy pomocy syna zaczęłam szukać drogi wyjścia i tak trafiłam na te wspaniałą terapię.Robić coś dla siebie, to takie nowe. Następnie usłyszałam, że mogę robić coś dla siebie z przyjemnością. i że mogę być dla siebie ważna. Poczułam, że czas poświęcony sobie nie jest stracony....Stałam się mniej chaotyczna. Uczę się dostrzegać sprawy dla mnie ważne i nie zamartwiać przyszłością. Przestaję walczyć z losem, a zaczynam akceptować teraźniejszość.. Uczę się uśmiechać do ludzi, słuchać w skupieniu muzyki i cieszyć ze sprawiania sobie drobnych przyjemności. Chcę poznać swoją wartość. Zawdzięczam swoją zmianę tym wspaniałym osobom, które zorganizowały te zajęcia, a także wsparciu grupy..."- Cz. K.

„ Bardzo, bardzo lubię przychodzić na nasze spotkania.. Słucham Pani doktor i to, co Pani mówi ja gdzieś to czułam, ale Pani ubiera moje przeczucia w słowa i one są dla mnie jak objawienie. Nie chciałabym zapeszyć, ale coś mi się przewartościowało, inaczej ustawiło. Wracam do siebie, ale już trochę inna. Czego mi potrzeba: pewności siebie, dystansu do własnych słabości i trochę zdrowego egoizmu..."- Bogumiła M.

„ ....Ćwiczę od października i w międzyczasie zauważyłam, że ustały dolegliwości bólowe kolana, poprawiła się moja kondycja fizyczna.Ćwiczenia nie tylko pomagają na dolegliwości fizyczne. Poprawiają pamięć, refleks, rozwijają kreatywność. Są okazją do doskonałej beztroskiej zabawy. One podnoszą na duchu nie tylko nas, ale nasze całe rodziny i grono znajomych..."- Maria R.

„...Z zajęć korzystam od stycznie 2004r. i widziałam jak ludzie w depresji po kilku zajęciach byli ludźmi, którzy już wracali do zdrowia. Z zajęć korzystają osoby bezrobotne, które znajdują się w trudnej sytuacji życiowej, osoby po ciężkich operacjach i tylko dzięki profesjonalnej opiece wraca im sens życia...."- Alicja S.
Życie na poczekaniu. Przedstawienie bez próby.Ciało bez przymiarki.Głowa bez namysłu.Nie znam roli którą gram.Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.O czym jest sztuka,Zgadywać muszę wprost na scenie.Kiepsko przygotowana do zaszczytu życia,narzucone mi tempo akcji znoszę z trudem.Improwizuję, choć brzydzę się improwizacją.Potykam się co krok o nieznajomość rzeczy.Mój sposób bycia zatrąca zaściankiem.Moje instynkty to amatorszczyzna.Trema, tłumacząc mnie, tym bardziej upokarza.Okoliczności łagodzące odczuwam jako okrutne.......
To fragment wiersza Wiesławy Szymborskiej „Życie na poczekaniu”. Niezmiennie lubię ten wiersz. Dawno temu nauczyłam się go na pamięć. Lakonicznie i precyzyjnie opisywał mój stan poczucie zagubienia, niepewność.
Teraz znajduję ten wiersz odmiennie. Odbieram jego emocjonalny przekaz lecz już nie identyfikuję się z nim. Dziś patrzę na to tak: to moja rola, sztuka w której gram jest interesująca a ja jestem pierwszym scenarzystą. W tym scenariuszu postać pierwszoplanowa, JA , jest pełna energii, optymizmu, aktywna – poszukuję i znajduję miejsca dla siebie. Myślę pozytywnie i działam pozytywnie.Przemiana w sposobie postrzegania i prezentowania siebie dokonała się przez udzial w warsztatach opracowanych i prowadzonych przez dr Marię Teresę Zalewską. W programie warsztatów połączenie ruchu, muzyki, relaxu, słowa służą poprawie samopoczucia, rozładowaniu stresu, rozwinięciu zmysłowego postrzegania otoczenia, rozwinięciu sposobów wyrażania siebie. Zachodzące w trakcie uczestnictwa w warsztatach zmiany krajobrazu wewnętrznego działaja i na zewnątrz. Zmieniają się relacje z; rodziną przyjaciółmi, znajomymi. Dla mnie pozytywne przekazy napływające z otoczenia stały się lustrem w które patrzę uśmiecham się i myślę z zadowoleniem „Tak, taka właśnie jestem”.Za całe to piękne doświadczanie, kłaniam się z poważaniem, głęboko, na wszystkie strony, tak jak w staropolskim tańcu „Kłanianym”. Marysia

Na Warsztaty dr. Teresy Zalewskiej trafiłam rok temu po ciężkiej chorobie. Czułam się wybita z rytmu, zdezorientowana, bezradna wobec przyszłości. Czułam, że utraciłam sterowność nad własnym życiem. Dzięki udziałowi w Warsztatach stopniowo odzyskiwałam równowagę i poczucie, że wiele zależy ode mnie. Z czasem przekonałam się ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, jak wiele!.Leczenie należy do lekarza, ale uzdrowienie – do pacjenta. W każdym z nas drzemią ogromne zasoby twórczej energii, które są w stanie dawać siłę, leczyć, zapewnić poczucie radości i satysfakcji z każdej przeżytej godziny. Pani dr Zalewska nauczyła mnie, jak zmieniać swoje myślenie, aby dotrzeć do tej energii, jak ją aktywować i jak dbać o to, by te źródła wciąż odnawiać. Na Warsztatach poznałam rozmaite przydatne do tego narzędzia i przekonałam się o ich skuteczności.Bezcenną zaletą Warsztatów był fakt, że spotykaliśmy się w grupie osób o rozmaitych rodowodach, z różnymi problemami, ale współdziałającej i sympatyzującej. Pani dr Zalewska potrafiła pokazać nam, jak wiele każdy z nas może wnieść do warsztatowych spotkań i jaką radość daje wspólne działanie. I jak ważne jest, by na świat patrzeć własnymi oczami, bo rozwój każdego z nas może się dokonywać tylko w oparciu o najgłębiej przeżytą prawdę.D.N

Zobacz film na YouTube

Gdzie się zaczyna medycyna?

Odpowiedzmy sobie sami.

Pozdrawiam
autor Teresa Maria Zalewska

www.obkvega.home.pl

poniedziałek, 20 lipca 2009

Existance

I am.
I am silent.
Boundless ocean.
Without designation, without characteristic.
I feel myself more than ever.
I have got exist control.
I feel bliss.
I don't go anywhere, because I haven't feel witchever idea, which give a direction my next travel.
I haven't feel witchever idea, which give a direction my next travel.
I haven't feel go by time, because not exist witchever reference to the Silent, which I am.
I come back.
I feel Love. Appear ideas most fantastic in my mind.
Tie pictures.
Film.
With sound.
I sing my song until now.
I never hear her before.
Is beauty, sublette as feelings, which accompany her.
I am once again.
I look on my body, my look face.
This time I've got form.
I'll try materialize trought her beauty and knowleadge, which I experience "there"I create.
Never events bring feeling time in lineare sense.
I am happy with experience my potential.
I love Myself and this what I create.
I spread my knowleadge about Myself,
About Infinite Ocean of Possibilities.

I am...
"Pictures of Love "
Teresa Maria Zalewska
www.obkvega.home.pl

czwartek, 16 lipca 2009

Na zdrowie!

Czy potrafisz sobie wyobrazić środowisko naturalne pozbawione odgłosu padającego deszczu, szumu morskich fal czy śpiewu ptaków?
Czy współcześnie żyjący człowiek potrafi realnie skorzystać z wiedzy dotyczącej tonizującej i energetyzujacej roli dźwięków?
Mian Tan Sen, muzyk cesarza Akbara z Lahoru, potrafił przez intonację odpowiednich pieśni sprawić, że "drzewa rosły i zakwitały".
Przypisywano mu również umiejętność generowania dźwiękiem pogody najbardziej korzystnej dla płodów na cesarskich plantacjach.
Indyjskie miasto Vrindavan słynie z bosko pięknej zieleni, ktorą przypisuje się życiodajnej muzyce fletu Kriszny.
Współczesna nauka dowodzi, że rośliny rosną szybciej, gdy nad polami słychać muzykę brzęczących i bzyczących owadów.
Prowadzone od wielu lat eksperymenty udowadniają, że na kiełkowanie, wzrost, zakwitanie, wydawanie owoców oraz ilość nasion wpływają fale dźwiękowe, zwłaszcza dźwięki muzyczne w dolnym zakresie częstotliwości od 100 do 600 Hz.
Skorzystajmy i my z tej cudownej receptury.


Ćwiczenie:

Spróbuj zaobserwować, w jaki sposób muzyka przyrody wpływa na twój nastrój. Gdy będą targać tobą nadmierne uczucia niepokoju, frustracji, złości wykorzystaj muzyczny odgłos wydawany przez płynącą wodę w strumyku, fontannie czy wodospadzie.
Wyobrażaj sobie, że woda obmywa i oczyszcza twoje emocje jak kamyki na dnie strumienia, pozostawiając spokój i ciszę w twoich odczuciach.

zobacz film na YouTube

Powtarzaj to ćwiczenie, a po pewnym czasie odczujesz ogromną ulgę w podobnych traumatycznych dla ciebie sytuacjach.
Życzę cierpliwości i konsekwencji.

Pozdrawiam
autor Teresa Maria Zalewska

www.obkvega.home.pl

piątek, 10 lipca 2009

Nowa wizja uzdrawiania cz.4

Realizacja potrzeb - nasza droga do zdrowia

Często nasze doświadczanie choroby, wynika z dziecięcego przekonania, iż 'choroba' oznacza, że jest z nami coś "nie tak".

W nowej wizji uzdrawiania, patrzymy na chorobę, jak na proces uczenia się, którego skutki warunkuje bezwzględna szczerość wobec siebie w kontekście zaakceptowania swoich potrzeb i zagwarantowania sobie możliwości ich realizacji.
Dlaczego jest to w tym modelu tak ważne ?
Otóż większość konfliktów wewnątrzpsychicznych, to wojna między odczuciami dotyczącymi naszych realnych potrzeb jako ludzi, którymi na dany moment życia jesteśmy, a chęcią zaistnienia zgodnego z własnymi bądź narzuconymi przez zewnętrze wyobrażeniami.


Ból emocjonalny wynikający z rozdźwięku stanowi bazę dla negatywnych osądów dotyczących siebie i otoczenia, co w rezultacie prowadzi do rozwoju patologii psychosomatycznych.

Ale w jaki sposób zmienić te osądy - przekonania?

Jak dotrzeć do realnych potrzeb?

Określenie, czym są dla nas owe potrzeby ustalamy na drodze samoobserwacji (o metodyce wspominałam w 'Błękitnym szlaku').
Poniżej przedstawiam mój pogląd z tym związany.
Jedną z najbardziej elementarnych potrzeb jest czerpanie radości ze zdrowego ciała i płynących z niego doznań.
Jeśli chorujesz, zagwarantuj sobie optymalne warunki funkcjonowania.
Otaczaj się rzeczami, które pomogą ci widzieć siebie z nowej holograficznej perspektywy. Wybieraj najlepszych specjalistów w celu ustalenia optymalnego toru leczenia.
Skup się na dostarczaniu sobie przyjemności płynącej przez zmysły.
Jeśli lubisz muzykę, słuchaj.
Pamiętaj o ruchu, który uzdrawia na wielu poziomach życia.
Jeśli nie ma przeciwwskazań, przebywaj jak najwięcej wśród piękna przyrody.
Korzystaj z diety według własnych odczuć dotyczących przyjmowanego pokarmu.
Otaczaj się dokładnie tym, co sprawia ci najwięcej radości, nie wyłączając kochających ciebie ludzi.

Pamiętaj, że choroba jest skutkiem negatywnego systemu przekonań, z którymi nie rozprawisz się tylko i wyłącznie przyjmując kolejne porcje tabletek.

Kolejną potrzebą każdego człowieka jest samoakceptacja i troska o siebie.
Z mojego lekarskiego doświadczenia wynika, że to właśnie tu leży przyczyna większości problemów zdrowotnych.
Rutynowe pytanie, czy Pan/Pani troszczy się o siebie, wielu pacjentów wprawia w zakłopotanie.
Dlaczego jest to jedna z najważniejszych potrzeb?
Spróbujmy przeprowadzić proste doświadczenie.

Jeśli kochamy rośliny, kupmy sobie jakąś doniczkową i pozbawmy ją wody.
Na skutki czekamy różnie długo, ale brak opieki wynikającej z codziennej troski, przyniesie swoje efekty.
Po pewnym czasie samoobserwacji wiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że więcej czasu poświęca na "zagospodarowanie" świata zewnętrznego, niż na realne zajmowanie się sobą.


Zrozumienie sytuacji, w której się znaleźliśmy, to kolejna potrzeba.
Oznacza to poszukiwanie wiedzy dotyczącej naszego problemu i otwartość na nowe możliwości wspierania siebie.
Najważniejszą potrzebą na tym poziomie jest pozbycie się negatywnych osądów - przekonań na temat siebie samego i swojego problemu poprzez kontrolowanie własnych myśli i transformowanie dzięki określonym technikom pracy ze sobą.
Czasami potrzebujemy wiele czasu, by zmienić "zakorzenione przez wieki' poglądy", ale świadomość, że to im zawdzięczamy swoje cierpienie, powinna być naszym najlepszym sojusznikiem.

Zdrowe, konstruktywne pełne serdeczności relacje z rodziną i przyjaciółmi, to następna potrzeba.

Na prowadzonych przez moją firmę zajęciach, niejednokrotnie obserwowałam, że czynnik wsparcia przez innych ludzi jest nieodłącznym elementem procesu zdrowienia.
Kolejną potrzebą jest możliwość wypowiadania własnej prawdy dotyczącej siebie i otaczającej nas rzeczywistości oraz kierowanie się nią przy podejmowaniu decyzji.

Jeśli obawiamy się wyrażać siebie, odnajdźmy lęk i spróbujmy uświadomić sobie, że nie istnieje on w obiektywnej rzeczywistości, ale jest związany z negatywnym systemem przekonań, który ma być przetworzony w procesie uzdrawiania.

Umiejętność doświadczania uczuć, które nazywamy stanem duchowego uniesienia lub ekstazą, to następne ogniwo łańcuszka realnych potrzeb.
Czasami uczucia te pojawiają się w obcowaniu z naturą, niekiedy w trakcie słuchania muzyki, czy oglądania malarskiego dzieła.
Stan ten jest bardzo pożądany, choć nie pojawia się na żądanie.
Jeszcze inną, choć nienamacalną potrzebą jest zrozumienie celowości tego, czego doświadczamy w kontekście naszego własnego rozwoju.


Poznanie celu uwalnia nas od poczucia bezsensowności cierpienia i pozwala na ujrzenie choroby w nowym wymiarze wielkiej szkoły życia, w której żyjemy od narodzin do śmierci.
Uwolnienie negatywnych przekonań dzięki poznaniu ich skutków poprzez doświadczenie choroby, wznosi naszą świadomość w rejony, gdzie następstwem uruchomienia procesu kreacji jest poczucie radości i spełnienia, czego Państwu życzę.


Pozdrawiam
autor Teresa Maria Zalewska

www.obkvega.home.pl

czwartek, 9 lipca 2009

Nowa wizja uzdrawiania cz.3

Obserwując proces terapeutyczny wiodący do zdrowia doszłam do przekonania, że można go podzielić na kilka faz.

Każdy etap wiąże się z akceptacją i wewnętrzną przemianą.

Wielu pacjentów rozpoczyna swoją podróż z wielkim zapałem, by zupełnie nieoczekiwanie zatrzymać się.
Trwa to różnie długo.

Czas ten jest potrzebny do zintegrowania się z nowym „ja” wyłonionym w czasie procesu.

Jak daleko dotrzemy, zależy w znacznej mierze od posiadanej wiedzy i otwartości na poznawanie nowych nieznanych części siebie, a także akceptację rozstania się z dotychczasowym obrazem życia. Dr Elisabeth Kubler-Ross opisała w swojej książce "O śmierci i uzdrawianiu" pięć etapów, których doświadcza każdy pacjent w drodze do zdrowia.


Są nimi: - zaprzeczenie, - gniew, - transakcja - depresja - akceptacja.


Zaprzeczenia używa każdy z nas.
Najczęściej wynika ono z lęku przed nową sytuacją, jaką niesie ze sobą choroba, z konieczności "przestawienia" swojego życia na inne tory.
Jak już wcześniej wspominałam, choroba jest wynikiem ignorowania swoich potrzeb.
Im dłużej odmawiamy sobie samorealizacji w wybranych aspektach życia, tym większe problemy zdrowotne pojawią się w zaniedbanych (świadomie, czy też nie) obszarach naszego życia.
Różnie długo trwa ten etap.
Czasami dużo kosztuje, ale kiedy "dorośniemy", poczujemy się bezpiecznie, możemy odrzucić zaprzeczenie.
Oznacza to gotowość na stawienie czoła sytuacji.

Gniew pojawia się jako wyraz buntu przeciwko sytuacji, w której się znaleźliśmy.
Dlaczego to właśnie ja?
W życiu każdego człowieka pojawia się wiele takich faz. Pamiętam swój bunt, kiedy dowiedziałam się o dramatycznej sytuacji zdrowotnej mojego dziecka. Natychmiast pojawiły mi się przed oczami wszystkie problemy chorobowe domowników, których bezustannie doświadczyłam od wczesnego dzieciństwa i poczułam wielki przygniatający mnie ciężar.
Cierpienie było nie do zniesienia. Nie znajdowałam w sobie siły, by iść dalej.
I tak dotarłam do kolejnego etapu: transakcji.

"Umowa z Bogiem", którą wówczas zawarłam i jak mi się wtedy wydawało brak reakcji ze strony tej potężnej uzdrawiającej siły, przywiodły mnie do: depresji.

Zaczęłam tłumić uczucia, gdyż wydawało mi się, że to przynosi mi ulgę.
W końcu odrzuciłam tę część siebie, która niosła ze sobą cierpienie.
Jedynymi momentami, kiedy myślałam jasno i byłam w stanie wykrzesać z siebie siłę do funkcjonowania, była moja zawodowa praca i opieka nad chorymi domownikami.
Nie potrafiłam również nikogo poprosić o pomoc.
Myślę, że ten etap w niektórych aspektach mojego życia trwał bardzo długo.
Akceptacja.
Najszybciej uruchomiłam działania związane z zapewnieniem sobie odpowiedniej wiedzy, by wesprzeć tych, których kochałam.


Najtrudniej było mi zaakceptować swoje potrzeby.

Po pewnym czasie samoodrzucenia i funkcjonowania bez wypoczynku nie potrafimy określić swoich realnych potrzeb.
Myślę, że na tym etapie ludzie potrzebują wsparcia ze strony kochającego otoczenia, by dotrzeć do siebie i wyrazić to, czego potrzebują, a następnie podjąć próby realizacji.
Odrodzenie, to etap w którym odkrywamy siebie na nowo.

To okres intensywnego integrowania z nowymi wewnętrznymi rezerwami, do których nie mogliśmy dotrzeć wcześniej.

Spoglądamy w przeszłość i z nowego obecnego pułapu rozpoznajemy we wszystkich traumatycznych doświadczeniach trudne lekcje, których owocem jesteśmy nowi my.
Podobnie jak na wcześniejszych etapach dajmy sobie czas, by proces składania nowego „ja” przebiegał w pełnej harmonii z odczuciami.

Powrót do zdrowia jest związany nierozłącznie z tworzeniem nowego życia w oparciu o zmieniony całym procesem wizerunek własny.

Życzę Państwu zrozumienia procesu i owocnej transformacji

autor Teresa Maria Zalewska

www.obkvega.home.pl

Nowa wizja uzdrawiania cz.2

Paradygmat 3 opiera się na stwierdzeniu, że umysł tworzy materię, zatem umysł i świadomość stanowią podstawową rzeczywistość, co prowadzi nas do przekonania o łączności wszystkich i wszystkiego (holizm).

Uznając paradygmat 3 wkraczamy w świat nowej dziedziny nauki - HOLOGRAFII.

W roku 1929 znany matematyk i filozof Alfred North Witehed opisał naturę jako rozwijającą się serię wzajemnie połączonych zdarzeń.

Zdarzenia te nie kończą się na postrzeganiu przez zmysły.
Zmysły niosą informację dotyczącą określonych zdarzeń.

Zdarzenia zaś wpływają na zmysły przy pomocy których je postrzegamy.

W tym samym roku Karl Lashley opublikował wyniki badania mózgu wykazując, że pamięć ludzka nie jest przypisana do żadnej jego części.
Jest równomiernie rozmieszczona na całym jego obszarze, prawdopodobnie jako pole energetyczne.

W 1947 roku Dennis Gabor wyprowadził równania opisujące trójwymiarową fotografię, którą nazwał hologramem, a w 1969 doktor Karl Pribram, słynny neurolog z Uniwersytetu Stanford ogłosił, że hologram działa doskonale jako model procesów dokonujących się w mózgu.

W 1971 doktor Dawid Bohm, fizyk-współpracownik Einsteina, ogłosił, że organizacja wszechświata jest prawdopodobnie holograficzna.

Teza Bohma wspiera koncepcję Pribrama, stwierdzającą, że ludzki mózg działa jak hologram - zbiera i odczytuje informacje z holograficznego wszechświata.


W swej doskonałej książce „Światło życia”, Barbara Ann Brennan omawia implikacje, jakie niesie holograficzne myślenie i przedstawia je jako 7 założeń dotyczących natury rzeczywistości.

1.Świadomość jest podstawową rzeczywistością.

Doktor Karl Pribram mówi, że podstawowa rzeczywistość jest energetycznym zapisem, jaki nasz mózg odbiera przez zmysły, które działając wspólnie tworzą złudzenie otaczającego nas świata.

2.Wszystko jest wzajemnie połączone, co oznacza, że dowolne wydarzenie w jednym miejscu wpływa natychmiast na wszystko inne.

Wszystko, co robimy, myślimy i czujemy w kwestii zdrowia i choroby natychmiast wpływa na wszystkich innych.
Zatem uzdrawiając siebie, uzdrawiamy innych.
Wspierając uzdrawianie innych pomagamy sobie.

3.Każdy kawałek zawiera całość.

Bez względu na to, jak duży kawałek hologramu odetniemy, zawsze uzyskamy trójwymiarowy obraz przedmiotu.
Wszystko, co jest, tkwi w każdym z nas.
Badając wewnętrzny krajobraz, badamy wszechświat.

4.Czas jest holograficzny.

Każdy aspekt wszystkiego istnieje przez cały czas i zawsze (wszystko dzieje się w teraźniejszości). Każdy z nas jest połączony z tym "ja", które było zdrowe przed zachorowaniem.
Możemy uzyskać dostęp do tego doświadczenia i spróbować przenieść je do teraźniejszości w celu uzdrowienia.

5. Indywiduacja i energia są podstawą wszechświata.

Każdy przejaw rzeczy jest indywidualny i różny od wszystkich innych.
Każdy z nas jest zbudowany z energii.
Jeśli porzucimy koncepcję stałej materii i uznamy, że jesteśmy światłem, będziemy mieli szansę zmiany.
Nasze ciała zmieniają się bezustannie.
W każdej sekundzie mamy inne ciało. Każdy z nas jest niepodobny do kogoś innego.
To czego doświadczamy jest wyjątkowe.

6.Całość jest większa od sumy swoich części.

Jeśli zaczniemy dokładać do płyty fotograficznej odcięte części, uzyskamy wyraźniejszy obraz przedmiotu, z czego wynika, że każdy przejaw rzeczy istnieje w ramach sytemu większego od siebie.
Łącząc nasze poszczególne części albo jaźnie, łączymy się z większą pełną jaźnią i lepiej ją rozumiemy.
Każda grupa ludzi tworzy pewną wyższą całość - silniejszą i bardziej kreatywną niż zsumowane wysiłki jej członków lub którykolwiek z nich oddzielnie.

7. Świadomość tworzy rzeczywistość i swoje własne doświadczenie rzeczywistości.

Siódme założenie wynika z holograficznej teorii mózgu.
Dr Pribram twierdzi, że mózg przetwarza informacje w sposób konwencjonalny, a to oznacza, że będziesz doświadczał zgodnie ze swoimi oczekiwaniami opartymi na tradycji i wpojonych przekonaniach.
Jeśli zaakceptujemy ideę, że sami tworzymy swoje doświadczenie rzeczywistości, zyskamy możność określenia, w jaki sposób stworzyliśmy to, które przeżywamy i zmienienia go, a następnie stworzenia bardziej pożądanego.


Podsumowanie:

Choroba jest wynikiem zniekształcenia naszej świadomości (intencji).

Istnieje holograficznie, więc proces uzdrowienia powinien obejmować wszystkie części naszej istoty.
Nasze kreacje nie są li tylko i wyłącznie naszym dziełem, lecz pozostają pod wpływem innych ludzi.
Stanowią więc holograficznie także ich dzieło.
Ponieważ wszyscy jesteśmy połączeni, uzdrawiając siebie, mamy wpływ na uzdrowienie innych. Jesteśmy energią i możemy się zmieniać.
Gdy odrzucimy stare nawyki myślowe, otworzą się dla nas nowe możliwości odzyskania zdrowia.

Pogląd holograficzny rzuca wyzwanie naszemu poczuciu tożsamości i oznacza, że musimy przyjąć pełną odpowiedzialność za to, co robimy zarówno sobie jak i innym.

Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska
Odwolanie do cz. 1 artykulu Teresy Marii Zalewskiej Nowa wizja uzdrawiania cz.1

Nowa wizja uzdrawiania cz.1

Podobnie jak tradycyjne wierzenia kultur "prymitywnych", również i ta, którą reprezentujemy, opiera się na bezdyskusyjnych założeniach.
To, co traktujemy jako daną nam rzeczywistość, zależy od paradygmatu na bazie którego budujemy nasze życiowe doświadczenia, a ten z kolei od poziomu naszego rozwoju.
W swojej interesującej książce "Globalna zmiana umysłu" dr Willis Harman wymienił trzy paradygmaty, w oparciu o które rozwijała się i nadal rozwija ludzkość.


1.Materia tworzy umysł.

Podstawowym tworzywem budowy wszechświata jest materia,a rzeczywistość poznajemy poprzez badanie otaczającego nas świata.Świadomość powstaje z materii na jednym z etapów rozwoju ewolucyjnego i nie istnieje poza organizmem żywym.

2.Dualizm, czyli materia i umysł.

Wszechświat zbudowany jest z materii-energii i umysłu-ducha.Materię-energię bada się przy pomocy instrumentów naukowych.
Umysł-duch poznajemy poprzez metody eksploracji wewnętrznej.

3.Transcendentny monizm.Umysł tworzy materię.

Świat fizyczny jest tym dla wielkiego umysłu, czym obraz ze snu dla umysłu indywidualnego. Ostateczna rzeczywistość ukryta za zasłoną świata fizycznego jest poznawalna nie przez zmysły, a dzięki intuicyjnemu wglądowi.
Świadomość nie jest produktem końcowym materialnej ewolucji: przeciwnie, jest początkiem materialnego doświadczenia.
W naszej kulturze filozofia opiera się na anachronicznym modelu.

Model ten zakłada, że świat zbudowany jest z podstawowych cząstek materii, które poznajemy i oczekujemy, że dzięki temu procesowi zrozumiemy otaczającą rzeczywistość. Nauczono nas ufać racjonalnemu umysłowi i żyć z nim w zgodzie.Dzielimy zatem wszystko na oddzielne części i badamy je.
Mówimy:"Oni niszczą naszą planetę","Wszystkiemu winien jest rząd"...............

Twierdzenia tego rodzaju oddzielają nas o tych "innych", na których można zrzucić odpowiedzialność. Z jednej strony uwalnia nas to od poczucia współtworzenia sytuacji, z drugiej, z takiego właśnie przekonania wynika poczucie bezradności w innych bardzo ważnych dla nas kwestiach.
Identycznie traktujemy problem choroby.

Oddzielamy ją od nas samych, traktując jako coś narzuconego.
Wszystko szufladkujemy, używając takich stwierdzeń jak:
  • Zaraziłem się od ciebie,
  • Ból tej nogi jest nie do zniesienia.


Próbujemy pozbyć się objawów, zamiast usiłować dotrzeć do źródła problemów.

Boli mnie kręgosłup, muszę wziąć Ibuprofen – sygnalizujemy swój zdrowotny problem jednocześnie potwierdzając nasze przekonanie, że chorobę wywołał czynnik zewnętrzny, a leczenie ma polegać na usunięciu objawów poprzez lek farmakologiczny lub operację.


W ramach funkcjonującego paradygmatu nie zajmujemy się przyczyną choroby, chyba, że kolejne niedomaganie lub efekty uboczne zaleconej terapii zmuszą nas do dalszych poszukiwań.
Jeśli lekarz nie może usunąć naszego problemu, czujemy się zagubieni i bezradni, choć to właśnie w tym momencie pojawia się szansa dotarcia do przyczyn choroby na głębszym poziomie, co prowadzi do zrozumienia siebie i podjęcia działań w obszarze rzeczywistego źródła problemu, to znaczy intencji, myśli i emocji.
Zachodnia medycyna opierając się na mechanistycznie pojętym obrazie rzeczywistości diagnozuje wiele chorób wrzucając je do koszyka "nieuleczalne", nie wyjaśniając, że bazą dla takiego rozpoznania jest przekonanie o tym, iż jedyną możliwą rzeczywistością jest powszechnie przyjęty model.

Tymczasem diagnoza "nieuleczalności" jest stwierdzeniem dotyczącym systemu medycznego, a nie pacjenta.

Mamy tendencję do ulegania przeświadczeniu, że "nasz" model rzeczywistości sam w sobie jest rzeczywistością, zapominając, że ograniczone są wszystkie modele.
Myślę, że uczciwszym stanowiskiem w obliczu "nieuleczalnej choroby" jest stwierdzenie, że to my nie jesteśmy w stanie zrobić dla chorego nic więcej bez zamykających na szukanie pomocy i odbierających wiarę i nadzieję na powrót do zdrowia stwierdzeń.


Zobacz film na YouTube
autor Teresa Maria Zalewska
www.obkvega.home.pl

wtorek, 7 lipca 2009

MM, czli Magia Miłości

O miłości piszemy, rozprawiamy, filmujemy, a potem oglądając zekranizowane dzieło niejednokrotnie ze wzruszenia płaczemy. Większość zgodnie twierdzi, że jej doświadczanie jest stanem bardzo pożądanym. Nadaje życiu niecodzienne barwy i weryfikuje poglądy.
I choć zgodnie twierdzimy, iż najwspanialsze dzieła ludzkich rąk są manifestacją jej odczucia w sobie, rzadko doceniamy ogrom kreatywnej siły twórczej, z którą wiąże się jej doznawanie.

To dzięki jej odczuwaniu jesteśmy zdolni do największych wyrzeczeń, nietuzinkowych zachowań, nieustraszonych postaw.
To dzięki niej jesteśmy w stanie burzyć stare struktury, by „nowe” mogło zaistnieć.

Ale czym jest owa siła?

Większość z nas identyfikuje miłość z uczuciem zakochania. Czy wyczerpuje to jednak istotę miłości?
Czym jest wobec takiej definicji zachwyt obserwatora wschodzącego słońca, czy pasja towarzysząca działaniom ekologa zafascynowanego harmonią stworzoną przez Matkę Naturę?
Co stoi za wspaniałym dziełem architektonicznym czy przenikającą na wskroś „Sonatą księżycową” Bethovena?
Jaki rodzaj odczuć towarzyszy poecie w trakcie zapisywania kolejnych wersów czy mistrzowi pędzla wyczarowującemu na blejtramie kolejną tęczową formę w dwuwymiarze?

Obserwując uczestników zajęć prowadzonych przez Centrum OBK „Vega” stwierdzam, że większość z nich ma duże problemy z określeniem tego , co czuje.
Choć „ćwiczenia” obejmują znakomitą większość warstw „energetycznego tortu” i są ułożone w taki sposób, by harmonijnie podnosić energię na różnych poziomach ludzkiego istnienia, skutki wieloletniej tresury osobowości polegającej w głównej mierze na tłumieniu odczuć, owocują dramatycznym odczuciem niezdrowej pustki.
Wielu spotkań potrzeba, by uruchomić jedno z podstawowych narzędzi w które wyposażona jest nowonarodzona ludzka istota – odczucia.
Dlaczego to jest takie istotne? Wyobraźmy sobie, że nasza percepcja otaczającej rzeczywistości odbywa się tylko poprzez zmysły wzroku i słuchu.
Czy jesteście Państwo w stanie wyobrazić sobie sytuację zagrożenia na jakie narazilibyśmy swój organizm nie posiadając odczucia bólu, ciepła czy zimna?
Myślę, że rozwodzenie się na ten temat jest zbędne.
Podobnie rzecz ma się z naszymi odczuciami.
Od wczesnego wieku dziecięcego dzieci słyszą wiele komunikatów tłumiących swobodę w wyrażaniu tego co czują, która stopniowo przyczynia się do ukształtowania poglądu, że to co odczuwamy jest niewłaściwe.
Zamiast nauki konstruktywnego wyrażania emocji, otrzymują modele zachowań obowiązujących w danym środowisku.
Wyrażanie siebie jest stopniowo zastępowane przez maskę, która ma na celu dostosować osobnika do funkcjonowania w społeczeństwie lub zapewnić mu wysokie uznanie społeczne, jeśli potrafi zręcznie manipulować i przekonać innych o swej wielkości.
Wydawałoby się, że druga opcja jest niezwykle atrakcyjna. Tu maska daje nam przywileje społeczne. Aplauz, pieniądze, czasami fotografie na pierwszej szpalcie poczytnych czasopism. Czujemy się lepsi od innych, którzy najczęściej z tytułu własnego interesu utrzymują nas w tej iluzji. Wydawać by się mogło, że wszystko jest ok., gdyby nie stan znudzenia czy pustki, których nie potrafimy się pozbyć, choć dokładamy wielu starań.
Co się stało – zapytujemy siebie?
Gdzie nasza spontaniczność?
Co zrobić by wróciła radość szczebioczącego dziecka, czy ufność bezbronnego szczeniaka tulącego się w naszych dłoniach?
Tu docieramy zazwyczaj do stwierdzenia, że jakaś część naszej istoty umarła.
Myślę, że nie wiele mylimy się z prawdą.
Tłumiąc przez lata nasze odczucia, pozbyliśmy się również narzędzia wzbogacającego nasze codzienne życie, narzędzia dzięki któremu dokonujemy również wielu wyborów, mających decydujący wpływ na jego jakość.
Możemy się oszukiwać, że wrażliwość odczuciowa utrudnia życie, ale myślę, że koszt jaki płacimy za jej brak, jest po wielokroć większy. Jak wcześniej wspominałam, miłość (jakość odczuciowa) niesie nie tylko poczucie spełnienia, ale jest również najwspanialszym źródłem naszej pomysłowości i kreatywności.
Powrót do jej odczuwania jest związany z umiejętnością usunięcia blokad, które powstały w trakcie tworzenia się maski. Dla wielu ludzi to niezwykle trudna decyzja. Czasami wiążąca się z całkowitą transformacją życia, na co wielu z nas po prostu nie stać (mam na myśli nie tylko przywileje, które maska daje).
Myślę jednak, że uruchomienie radosnej twórczości i idącej w ślad za nią satysfakcjonującej kreatywności jest najcudowniejszą nagrodą. Szkopuł w tym, że proces ten wymaga od nas samodyscypliny, inwestycji w siebie i czasu.. Magia Miłości...
Co wybierzemy? Myślę, że to na co jesteśmy przygotowani.
Zobacz film na YouTube
autor Teresa Maria Zalewska

Dokąd zmierzamy?

W naszym społeczeństwie rywalizacja jest tak rozpowszechniona, że nawet dzieci szkolne są pod wpływem wszechobecnych nacisków, które w konsekwencji prowadzą do stresu. Sama szkoła jest wielkim źródłem stresu, zwłaszcza dla dzieci, których wyniki szkolne są słabe. Bez wątpienia szkoła jest doświadczeniem definiującym człowieka.
Poczucie własnej wartości, wybór kariery, oczekiwania w życiu kształtują się w dużym stopniu pod wpływem ocen, nagród, które otrzymujemy w szkole. Słabe wyniki w szkole przynoszą wiele negatywnych emocji, które prowadzą do lęku i postrzegania zagrożenia, i niebezpieczeństwa, czyli stresu. Upośledza on uczącego się uruchamiając błędne koło, po którym oceny szkolne spadają spiralą w dół....................
Ogólnie nauczyciele szkolni testują i doceniają zadania półkuli logicznej. Logika, sekwencje, liczenie, kategoryzowanie, umiejętności werbalne wszystko to jest wysoko nagradzane w szkole. Intuicja , emocje, humor, ruch rytmiczny, tworzenie obrazu i inne "gestaltowe" możliwości mózgu nie są używane, testowane i szczególnie cenione.
Dopiero w prawdziwym świecie, poza klasą, gdzie sukces zależy od twórczej wyobraźni, która umożliwia ustanawianie i prowadzenie biznesu i innych działalności, zaczynamy doceniać wagę mózgu "gestalt".

"Smart moves, why learning is not all in your head"dr Carla Hannaford

Życie w nieustannym stresie wiąże się z poważnymi konsekwencjami.
The American Medical Association zgodnie twierdzi, że ponad 90% chorób ma powiązanie ze stresem.
Kiedy jesteśmy w stanie konfrontacji z sytuacją , którą nasz twórczy umysł postrzega jako niebezpieczną, nasz organizm zaczyna wydzielać kilkadziesiąt neurotransmiterów, z których najbardziej znanym jest hormon walki lub ucieczki - adrenalina.
To nasza indywidualna interpretacja świata decyduje o tym, czy daną sytuację będziemy postrzegać jako zagrożenie, czy możliwość poznawania otaczającej rzeczywistości.
Wydzielanie adrenaliny, to reakcja stopniowa zależna od stanu zagrożenia, stąd by ją organizm rozłożył , potrzebny jest czas zanim poczujemy się znowu spokojni.
W czasie stresu kora nadnerczy również wydziela grupę hormonów zwanych glukokortykoidami, z których najważniejszy to kortyzol. Kortyzol podnosi poziom cukru we krwi, aby wydzielić energię potrzebną do aktywności mięśni.
Badania na Uniwersytecie McGill wykazały, że większa ilość kortyzolu wiąże się z mniejszą możliwością uczenia się i słabszą pamięcią, a także z problemami w koncentracji.
Dzieci w sytuacjach, które postrzegają jako stresujące reagują roztargnieniem, i "walczą". W trudnej sytuacji reakcja "przetrwanie" jest bardziej pożądana niż racjonalne myślenie.
Ale gdy stres jest przewlekły i długotrwały płacimy za to coraz większą cenę.

Ponieważ rozwój sieci nerwowych i mielinizacja są skoncentrowane na obszarach przetrwania, rozwój sieci w odpowiedzialnym za tzw. wysokopoziomowe myślenie przyczynowo - skutkowe mózgu limbicznym i nowej korze jest ograniczone.

Ludzie żyjący w dużym stresie nieodpowiednio rozwijają drogi nerwowe, tworzące fundamenty dla nowego uczenia się, rozumowania i twórczości. Często też są nieświadomi tego, jak bardzo są zestresowani.

Jest tak, ponieważ stało się to dla nich stylem życia. Hans Selye nazywa tę nieświadomość "General Adaptive Syndrome - GAS"), skomplikowanym fizjologicznym mechanizmem, którego celem jest pozwolić organizmowi dostosować się do stresu. Adaptacja jednak niekoniecznie zawiera w sobie zdolności wyższego myślenia i twórczego funkcjonowania.
A konsekwencje?
Czy nieumiejętność radzenia sobie z wyzwaniami życiowymi wynikająca z braku mielinizacji sieci nerwowych u dzieci, nie przekształca się w problemy związane z brakiem zaspokojenia własnych ekonomicznych potrzeb u ludzi dorosłych?
Czy stres związany z tą sytuacją nie przekłada się na rozwój chorób takich jak rak?"Plaga nowotworów dziesiątkuje Polskę" - donosi sobotnie wydanie informacji na www.wp.pl "Wybrzeże i Mazury - najmniej skażone regiony Polski - są dotknięte plagą zachorowań na raka płuc. Te szokujące informacje podaje ostatni raport przygotowany przez Centrum Onkologii wWarszawie. Największy wpływ na zachorowalność ma zachowanie i styl życia ludzi, a nie stan otaczającego ich środowiska - uważa współtwórczyni raportu dr Joanna Didkowska z Zakładu Epidemiologii i Prewencji Nowotworów Centrum Onkologii w Warszawie."
Znakomita większość lekarzy i psychologów zdaje sobie sprawę z tego, że stres osłabia działanie układu immunologicznego. Dopóki układ immunologiczny jest sprawny, powstające bezustannie komórki nowotworowe są eliminowane zanim poczynią jakiekolwiek szkody. Wzmożone wydzielanie kortyzolu towarzyszące "zespołowi przetrwania", tłumi działanie systemu immunologicznego, a co z tym się wiąże, wzrasta podatność na zachorowanie m.in. na schorzenia nowotworowe.
Biorąc pod uwagę wyniki prac wielu specjalistów z zakresu pedagogiki, psychologii i medycyny, nie trudno jest odgadnąć iż droga, którą jako społeczeństwo podążamy, wiedzie do krajobrazów dalekich od wyśnionego raju.
Myślę, że raczej należałoby się zastanowić, co zmienić, by konsekwencje podjętych działań były bardziej zadowalające zarówno ze społecznego jak i medycznego punktu widzenia.

Pozdrawiam

autor Teresa Maria Zalewska

www.obkvega.home.pl