sobota, 29 sierpnia 2009

Błękitny szlak cz. 2 – „Szarada”

Czy realizacja Twoich wyobrażeń o sobie i otaczającej rzeczywistości ma jakikolwiek związek z realnymi potrzebami ? - to często zadawane pytanie uczestnikom zajęć warsztatowych prowadzonych przez Centrum OBK "Vega".
Niektórzy twierdzą, iż choć snują marzenia, trudno im określić potrzeby, ponieważ mają problem z identyfikacją odczuć. Uważają, że to zasługa systemu edukacji, który preferuje program promujący rozwój półkuli logicznej. Nierzadko zrzucają brak umiejętności zarządzania emocjonalną i intuicyjną sferą życia na niedobór ogólnodostępnej, praktycznej wiedzy na ten temat. Niezależnie od przyczyny, trudno żyć w harmonii ze sobą pomijając możliwości jakie dla tworzenia życiowego doświadczenia niesie bogactwo inspiracji ukryte w intuicyjnej strefie istnienia.

Brak powiązania w kreatywności wyobrażeń z odczuciami, prowadzi nas niejednokrotnie do głębokiego rozczarowania, żeby nie powiedzieć uczucia niezdrowej pustki nawet wówczas, gdy cel przedsięwzięcia został osiągnięty. Często w takich momentach przestajemy rozumieć sami siebie. Odczuwając wielki dyskomfort usiłujemy sobie z nim poradzić, zagłuszając na wielość sposobów to jakże przykre doznanie.

Jedną z dość często wybieranych przez uczestników naszych zajęć warsztatowych możliwości jest stłumienie psychicznego bólu poprzez pospieszną bezrefleksyjną realizację kolejnego celu.
Czy na tej zwariowanej karuzeli jesteśmy w stanie dostrzec siebie, takimi jakimi jesteśmy na "tu i teraz", czy tylko wyobrażenie o sobie będące spuścizną przeszłych zdarzeń bądź irracjonalnych iluzji?
Przed 2 laty na zajęcia warsztatowe trafiła młoda kobieta. Początkowo z zainteresowaniem realizowała kolejne elementy pracy ze sobą, bacznie obserwując grupę. Niewątpliwie poszukiwała. Jak wynikało z jej opowieści uczestniczyła w większości warsztatów prowadzonych przez różnych narodowości i proweniencji nauczycieli duchowych, uzdrowicieli czy innych terapeutów.

Plasowała siebie na poziomie urzeczywistnienia Miłości Uniwersalnej, jednocześnie (jak wynikało z jej wypowiedzi) pozostając w głębokim konflikcie ze sobą i najbliższymi członkami rodziny.
Zastanawiałam się, jak to możliwe, by wyobrażenie było tak odległe od nurtu życia, od jego odczuwania. W moim gabinecie bezustannie konfrontowałam się z neurotykami szukającymi pomocy. Oni z reguły odrzucali wszelkie leczenie, które bez względu na rodzaj terapii, bywa bolesne. Pragnęli cudu, który leczy bez bólu.
Podobnie ona pragnąc czuć się "dobrze w swojej skórze", wymyśliła bardzo sprytny sposób na trwanie w zaprzeczeniu (I etap uzdrawiania wg. Dr Barbary Kubler - Ross). Utożsamiła się w wyobraźni z istotą na bardzo zaawansowanym poziomie rozwoju.
Odeszła wraz ze swoją iluzją.

Na pożegnanie zostawiła kartkę z tym pięknym, ale potwierdzającym moje przypuszczenia tekstem:

"Lalka z soli

Lalka z soli przeszła tysiące kilometrów po ziemi,
Aż pewnego razu dotarła do morza.
Zafascynowała ją ta ruchoma i dziwna masa,
Całkowicie różna od wszystkiego, co dotąd widziała.
- Kim jesteś? - zapytała lalka z soli morze.
Morze odpowiedziało z uśmiechem:
-Wejdź i zobacz.
I lalka weszła w morze,
Ale im bardziej się w nie zanurzała,
Tym bardziej się rozpuszczała,
Aż nie zostało prawie nic.
Nim rozpuścił się ostatni kawałek,
Lalka zawołała zdumiona:
- Teraz już wiem, kim jestem!".

Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska

piątek, 28 sierpnia 2009

Błękitny szlak cz. 1

Zwariowana karuzela



Wyboru dotyczącego świadomego rozwoju dokonujemy bardzo często pod wpływem cierpienia. Brak możliwości znalezienia satysfakcjonującego rozwiązania gnębiących nas problemów, ciekawość wewnętrznego krajobrazu czy kontynuacja drogi istot, które stały się naszymi ideałami, to rzadziej spotykane przyczyny zainteresowania sobą wykraczającego poza przyjęty model życia.

Początki są zazwyczaj trudne. Z moich doświadczeń wynika, iż świadoma praca z podświadomym poziomem życia (stąd wyruszamy na "błękitny szlak") jest łatwiejsza i skuteczniejsza, jeżeli wzmacnia ją dobrze rozumiejąca swe potrzeby grupa. "Upłynnianie" blokad może się wiązać nawet z przyjemnym doznaniem, jeśli jesteśmy otwarci na sposoby pracy połączone z doznawaniem przyjemności. Poczucie radości towarzyszące twórczej realizacji poprzez elementy ćwiczeń energetycznych, choreo - czy muzykoterapię łagodzi ujawnioną w trakcie terapii zmienność nastrojów czy wręcz dolegliwości somatyczne imitujące nierzadko schorzenia w ciele fizycznym.

Systematyczna praca nad wykorzenianiem starych wyobrażeń nie powinna jednak ograniczać się tylko do uczestniczenia w zajęciach warsztatowych. Nowa wizja siebie i swego życia wspierana poprzez różne techniki pracy w tym - z umysłem (m.in. wizualizację), powinna znaleźć swoje odzwierciedlenie w kreatywności, która staje się wówczas swoistym i w moim przekonaniu najskuteczniejszym katharsis.

Na tym poziomie kreatywność może uwalniać duże pokłady lęku, dla którego najlepszą przeciwwagę stanowi pasja towarzysząca uruchomionemu działaniu.

To na tym etapie odpowiedź na pytanie "co lubię?", dotyczy nie tylko naszych wyobrażeń na ten temat, ale i odczuć. Nie wyobrażam sobie pasjonata kreującego bez potężnej, wspierającej jego działalność pozytywnej emocji. Wówczas i tylko wówczas jesteśmy w stanie pokonać wiele ograniczających nasze pole twórcze ograniczeń mających swoje źródło w głęboko stłumionym lęku..
To bardzo trudny i wypełniony żmudną pracą i licznymi wątpliwościami okres, ale gdy pozbędziemy się nawet stosunkowo niewielkiej części balastu, odczuwamy ulgę.

Naraz sytuacje, w których przez długie lata dominowały przykre doznania, stają się obojętne odczuciowo, czasami doświadczamy wręcz satysfakcji, a to najlepszy miernik naszej osobistej zmiany.

Po różnie długim "treningu" w zakresie kreatywności zharmonizowanej z odczuciami (kreacja z poziomu intuicji), nasze szanse na stworzenie korzystniejszych warunków życia wzrastają. Powoli stajemy się ekspertami w zakresie "ustawiania klocków" na życiowej szachownicy. Ale uwaga: jeśli nadal tli się w nas smykałka "podróżnika w głąb siebie", strzeżmy się pułapki materialnej karuzeli. Z moich obserwacji wynika, iż to na tym etapie adepci rozwoju bardzo często ulegają iluzji materialnych manipulacji, które?? sami stworzyli.

Dla nich nie pozostaje nic innego, jak zwariowany kierat na kole fortuny.

Dokąd wiedzie nas ta transformacja?

O tym w następnej części cyklu.

Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska

niedziela, 9 sierpnia 2009

CISZA

Cisza jest tożsamością roślin, zwierząt i ludzi.
Cisza jest istotą życia, które właśnie się budzi.
Cisza jest początkiem i końcem istnienia.
Z Ciszy wyłania się krzyk ptaka,
I w Ciszę się zamienia.

Cisza zalega w skałach,
Woda jest Nią wypełniona,
Od wczesnego świtu,
Aż po zmierzchu ramiona.

Z Ciszy rodzi się myśl,
A z myśli wszelakie życie na Ziemi,
Którego doświadczamy
Zmysłami swoimi.

Z Ciszy wyłania się wszystko
I wraca do Ciszy.
Cisza jest Rzeczywistością,
Którą się w ciszy słyszy.

Autor: Teresa Maria Zalewska

Magia myśli, magia słowa

Jednym z największych sekretów, jaki odkryłam w moim życiu jest twórcza rola myśli.

Wydaje się to takie oczywiste, że każda myśl tworzy nasz indywidualny świat, nasza codzienną rzeczywistość, lecz obserwując ludzi zza lekarskiego biurka, odnoszę wrażenie, że prawdą tą niewiele osób potrafi się z pożytkiem posługiwać.


Bardzo szeroko na łamach mediów reklamuje się metody służące zachowaniu zdrowia, a oparte na postrzeganiu siebie jako ciała fizycznego z całkowitym pominięciem wymiaru emocjonalnego i mentalnego naszego istnienia.

A przecież pozytywna myśl i idąca w ślad za nią emocja niosąca radość, jest najlepszą gwarancją zdrowia człowieka.

Ta oczywista prawda przekazywana jest nie tylko przez wielkich mędrców tego świata, ale zawarta również w starych porzekadłach typu "nie urodzi kruka wrona...." itp.

Dlaczego nie potrafimy skorzystać z tego prostej recepty na szczęśliwe życie?

Dlaczego zaprzątamy głowę swą myślami, które zamienione w słowa i uruchomione w działaniach, czynią nam samym ogromną krzywdę, nierzadko doprowadzając delikwenta do gabinetu lekarskiego?

Obserwując moich pacjentów od 20 lat, myślę, że większość ludzi nie widzi żadnego związku między tym, co pomyślą, a wydarzeniami, które sami tworzą.

Nikt nie chce chorować, ale wzięcie odpowiedzialności za każdą myśl pojawiającą się w umyśle, za każde wypowiedziane słowo, to wydaje się przekraczać ludzkie możliwości.

Nie jest jednak prawdą, że kontrolowanie myśli, to umiejętność, którą władają wybrańcy losu.
Myślę, że negatywne myślenie można zaliczyć do kategorii pt. "złe nawyki" i choć trudno je zmienić, dbałość o własny interes, którym jest chociażby zdrowie, powinna zaważyć na odpowiedzialnym wyborze.

Ale co zrobić z negatywnymi emocjami, które są następstwem myślenia o czarnym zabarwieniu, a które wpływają na nasz sposób myślenia?

Tu kłania się szereg metod uwalniania emocji, a jedna z najbardziej przemawiających do uczestników prowadzonych przeze mnie warsztatów należy taniec.

Reasumując jakość naszego wielopoziomowego istnienia zależy od jakości myślenia.

Pozdrawiam serdecznie i proszę o podzielenie się tymi oczywistymi prawdami ze wszystkimi, którzy o nich zapomnieli.

autor Teresa Maria Zalewska

Komunikacja - cz.I

Nareszcie wolny dzień!
Poranek dżdżysty, pochmurny. Diamentowe kropelki wody torują sobie drogę po szybie na skróty, zgodnie z prawem grawitacji, na parapet.
Za drzwiami słyszę pospieszne kroki syna zmierzającego do porannych ablucji. Jak na mój gust, zbyt wcześnie wstał i o wiele za wcześnie "gna" do szkoły.


Ma "naście" lat i czuje się bardzo dorosły, a ja szanując jego wolność wyboru, nie sprzeciwiam się temu niezrozumiałemu dla mnie porannemu szaleństwu.

Mija dłuższa chwila i 180 - centymetrowe chłopisko pochyla się nad moją głową.

- Cześć mama - słyszę tuż nad uchem.

- Będę o 14.00. Trzaśnięcie drzwiami i znów cisza.

Zanurzam się w siebie. Nasycam każdą moją cząsteczkę Energią życiodajnego Źródła. Czuję jak niezliczone kanały energetyczne zamieniają się w rzeki płynącej gorącej lawy. Głęboki spokój wypełnia mnie i daje poczucie błogości. Kocham ten wymiar i myślę, że mogłabym trwać w nim bez końca.

Nagle błysk. Myśli mkną i układają się w odpowiedzi na postawione wcześniej pytania. Są również inne obrazy. Nie pochodzą z mojego umysłu, ale bardzo wyraźnie je odbieram ze względu na moc wysycenia ciepłem ludzkiego Serca. To dla mnie prawdziwy cud, niewyobrażalne piękno płynące na fali głębokiego uczucia.

Skąpana w słońcu Energii powracam do codzienności.

Codzienna porcja poczty w mailowej skrzynce, przegląd prasy, pospiesznie przygotowany posiłek i na koniec wizyta przyjaciółki.

Jest rozżalona. Konflikt z szefową wylewa się potokiem gorzkich słów. Staram się zasygnalizować jej swój punkt widzenia. Nie chce zrozumieć, że problem tkwi w innym odbiorze rzeczywistości. Szuka obiektywnej prawdy, prawdy, która nie istnieje.

Moja wspaniała przyjaciółka patrząca na życie przez okulary miłości nie pojmuje, że ten bezcenny dar wypełniający jej życie i działania nie jest czymś powszechnym. Ludzie protezują brak odczuć spekulacjami z umysłu, a kreowanie z miłością traktują z wielkim wyrozumiałym pobłażaniem, żeby nie powiedzieć - ubolewaniem nad ułomnością zwaną naiwnością.

Chcąc kontynuować swoją życiową podróż z poziomu mądrości serca, trzeba zrozumieć, że ludzka kreatywność płynie z wielości poziomów Oceanu Ciszy. Stąd wielka różnorodność manifestacji i problemy z komunikacją. Jeśli nie zrozumiemy tego fenomenu i "miast w Ciszy trwać", zawiesimy się na identyfikacji z przejawioną w świecie materii różnorodnością osobowości, zapewne doświadczymy niejednokrotnie bólu emocjonalnego.

Wejdź w siebie i w Ciszy trwaj, trwaj i trwaj. Poczuj Siebie. Obrazy świata, który jest tak bardzo realny dla zmysłów, powoli oddalają się. Ale Ty trwasz. Jesteś nawet wówczas, gdy już nic nie dostrzegasz. Tu mieszka Twoja moc i błogość. Tu w tej niczym niezmąconej Pustce wibruje niezamanifestowane życie.

Wybierasz, materializujesz i doświadczasz.

Im głębiej kochasz, tym "wyżej sięgasz", tym cudniejsze wizje i po " wrzuceniu w życiowy wir", wspanialsze doświadczenie siebie.

Wszyscy to robimy. Świadomie czy nie z wielości poziomów tworzymy różnobarwną tęczę doświadczenia Jedności w Wielości.

Wybieraj, kreuj i czuj się szczęściarzem w drodze do swego najwyższego na danym etapie podróży samowyrażenia. Tego Ci z Serca życzę.

Szczęśliwości wielkiej w doświadczeniu.

Ćwiczenie milczenia

Czy kiedykolwiek pogrążyłeś się w całkowitym milczeniu?
Choć w świecie rozwijającej się w bardzo szybkim tempie cywilizacji technicznej, wydaje się to coraz trudniejsze, przy odrobienie pomysłowości jest wciąż możliwe. Rozpocznij od kilku chwil milczenia każdego dnia, a następnie stopniowo ten czas "wydłużaj".
Wsłuchuj się w swoje myśli i odczucia.
Notuj pomysły, które w chwilach wewnętrznego spokoju płyną nieprzerwanym strumieniem.

autor:Teresa Maria Zalewska

O miłości kilka refleksji

Wiele wokół niej hałasu, zbędnych słów, które wypowiadamy lub piszemy, nie odczuwając we własnym sercu ich prawdziwej zawartości.

Przed kilkoma laty gościł w Warszawie dr Emoto, autor kilkunastu tysięcy fotografii wody poddanej procesowi „programowania”, a następnie krystalizacji.
Prezentował m. innymi swoje niebywałego piękna prace wykonane po obróbce przez dźwięk i słowa oznaczające uczucia.

Najpiękniejsze dla mnie odzwierciedlały słowo miłość a także „zaprogramowane” przez muzykę klasyczną.

Zapytałam, czy wśród jego doświadczeń znalazła się próbka wody poddanej odczuciu miłości.

Dr Emoto był bardzo zakłopotany, po czym wyjaśnił, że nie jest to możliwe z powodu braku miernika tego specyficznego stanu doznań.
Znakomitą przewagę w obrębie naszej cielesności stanowią płyny ustrojowe, a więc woda.

Prace dr Emoto uzmysłowiły mnie - lekarzowi, jak wielką uwagę powinniśmy przywiązywać do kultury słowa, czy otaczania się pięknem muzycznej frazy.
Ale czy etykieta słowna, choćby najpiękniejsza jest w stanie zastąpić odczuwanie miłości?


Przed wieloma laty jednym z moich domowników był niezwykłej urody czarny kot.
Nie reagował na zwykłe kici, kici. Wabił się Tygrys.
Towarzyszył mi nieustanienie we wszystkich pracach w ogrodzie, polując z upodobaniem na moje nogi, włóczył się ze mną po lesie, krótko mówiąc, jego zachowanie odbiegało znacznie od charakterystycznego sposobu bycia innych osobników tego niezwykle mądrego gatunku.

Był wspaniałym nauczycielem niezależności i miłości własnej, choć mówiąc szczerze, nie do końca wówczas tak to pojmowałam.


Któregoś pięknego popołudnia jego donośne miauczenie zmusiło mnie do oderwania wzroku od fascynującej lektury.
Spojrzałam w jego stronę i omal nie zemdlałam.
Tuż przy nodze mojego fotela leżał szczur większy od Tygrysa.
Stan moich emocji wskazywał na „wewnętrzny sztorm”, stąd pamiętam jedynie, że krzyknęłam, aby zabrał swoją zdobycz, po czym zamknęłam oczy i czekałam na cud „dematerializacji" w wykonaniu nieżyjącego zwierzęcia.


O dziwo.......... doczekałam się.
Obrażony Tygrys wyniósł swą zdobycz, ale mój kompletny brak zrozumienia dla „kociej miłości”, przypłaciłam jego nieobecnością przez cały następny tydzień.
Choć do ostatnich jego dni na "ziemskim padole" żyliśmy w znakomitej komitywie, już nigdy nie pochwalił się swoimi łowieckimi osiągnięciami przed tępą ludzką istotą.

Cóż......
Zrozumienie sytuacji, prawdziwych intencji leżących u podłoża działań innych istot, często przychodzi zbyt późno i to nie tylko wówczas, gdy mamy doczynienia z osobnikami różnych gatunków.


Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska

Pułapka

Przed kilkoma laty, w dramatycznych dla mnie okolicznościach poznałam interesującą kobietę.
Choć jestem raczej typem samotnika, dość szybko nawiązałyśmy dobry kontakt.
Myślę, że przez chwilę wspierałyśmy się wzajemnie w rozwiązywaniu własnych problemów, korzystając z pomnożonego o możliwości drugiej istoty potencjału twórczego.

Sytuacja zewnętrzna przygniatała nas do "Ziemi". Wydawało się, że tkwimy w centrum oceanu cierpienia i choć bardzo się starałyśmy realizować kolejne inspiracje, na scenie materialnego teatru nie zmieniało się nic.

Ze względu na swoją niezwykle skomplikowaną sytuację rodzinną zamieszkała wraz z ciężko chorym synem w naszym mieszkaniu.
Choć "rozumiała" potrzebę wznoszenia się ponad dramat codziennego obcowania z chorymi ludźmi, nie wytrzymała.


Nie była w stanie znieść cierpienia związanego z ówczesnymi problemami zdrowotnymi również moich dzieci.

Wielkim wyzwaniem dla człowieka tkwiącego w bólu najbliższych mu istot jest umiejętność kontrolowania umysłu pod kątem zawartości myślowej.
Emocje towarzyszące wciąż zmieniającej się, lecz jednocześnie przewlekłej "patologii" są najczęściej wyznacznikiem narzucającym destrukcyjny sposób myślenia, a co za tym idzie - odpowiadającego temu - kreowaniu w tym świecie.

Poddając się takiemu biegowi rzeczy, utykamy w pułapce.

Wyprowadzili się po 4 miesiącach. Bardzo szybko, moja znajoma odcięła się również od przewlekle chorego syna. Wydawałoby się, że wraz z pozbyciem się konieczności przebywania wśród "oceanu cierpienia" jej samopoczucie poprawi się, a jakość życia wzrośnie.

Minęły 3 lata.

Przyjechała.
Według jej słów, a również mojego oglądu jej osoby - w stanie mało atrakcyjnym dla kogokolwiek.
Przygnieciona bezproduktywnym kręceniem się w kółko, wciąż pytała o przyczynę.

Jakże trudno nam zrozumieć, że to, na co według oceny naszego logicznego umysłu nie jesteśmy jeszcze dostatecznie przygotowani (wręcz czujemy się zmuszani przez innych lub okoliczności), jest niezbędną częścią spektaklu życia służącą wyżłobieniu nowych cech, koniecznych do wykonania kolejnego kroku w kierunku własnego rozwoju.

Moja znajoma "uciekła" i ..........utknęła w pułapce niemocy stworzenia nowych warunków własnego wzrastania, choć jej możliwości pod każdym względem do dokonania tego kroku były niebywałe.
Mamy do dyspozycji wiele dróg.

I wolną wolę, która świętą jest.

Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska

Kontakt ze sobą - filozofia czy potrzeba?

Większość ze znanych mi osób zgodnie twierdzi, że żyjemy wszyscy w tym samym świecie.
Argumentacja opiera się na tzw. postrzeganiu zmysłowym, jako narzędziu obiektywnej oceny rzeczywistości. Ale obserwując różnorodność ludzkich reakcji na te same czynniki sytuacyjne, zaczynamy powoli rozumieć, że tzw. obiektywny świat, to jedynie szkielet struktury rzeczywistości, którą współtworzymy wszyscy razem (świadomie lub nie), stanowiący również bazę dla budowania subiektywnej rzeczywistości.

Większość problemów komunikacyjnych wynika w moim przekonaniu z projekcji subiektywnej wizji na "otoczenie" i braku zrozumienia, że ukształtowany przez nas wizerunek "realnego świata", nie jest i nie będzie tym samym dla innych.
Skrajne przypadki takiego sposobu myślenia wiodą do konfliktów na wielu poziomach życia. Towarzyszy im nierzadko zniszczenie i śmierć, albo eskalacja niechęci między poszczególnymi nacjami czy ugrupowaniami religijnymi (choćby ostatnie przykre w konsekwencji wydarzenia związane z publikacją karykatur proroka Mahometa).
Ostatnie lata przyniosły znaczną wiedzę z zakresu psychologii i medycyny dotyczącą skutków problemów komunikacyjnych w kontekście jednostkowym (schorzenia psychosomatyczne), jak również rozwiązań mających na celu zmniejszenie negatywnego ich oddziaływania na człowieka.
Warsztaty z asertywności czy komunikacji interpersonalnej stanowią dzisiaj przedmiot zainteresowania ludzi, przede wszystkim tych, którzy w ramach wykonywanych działań, doświadczyli kontaktu z szerokimi masami. Myślę, że istnieje wręcz konieczność propagowania tego typu spotkań, o ile jesteśmy zainteresowani nie tylko karierą zawodową, ale również w pewnym aspekcie, swoim zdrowiem psychofizycznym.
Nie wyczerpuje to jednak wiedzy o czymś niezwykle istotnym dla wszelakich przedsięwzięć, o umiejętności życia w harmonii i spokoju.
Moi rozmówcy, zwłaszcza młodsza część ludzkiej społeczności spogląda na mnie w tym miejscu z uśmiechem.
Nam się fantastycznie działa na "wysokiej adrenalinie" - twierdzą zwłaszcza osoby niezwykle kreatywne, dla których bariery komunikacyjne podobno nie istnieją.
Z własnego punktu widzenia pewnie mają rację aż do czasu (co nierzadko obserwujemy jako lekarze wśród ludzi między 35 a 45 rż), gdy pewnego dnia, pomimo najszczerszych chęci nie są w stanie zmobilizować się, by wyjść z domu dokądkolwiek. Coraz częściej też ludzie w "białym fartuchu ze słuchawkami na uszach" rozpoznają "zespół wypalenia".
Ale, ale - pytają moi rozmówcy...
Jaki to ma związek z komunikacją?
Myślę, że zaabsorbowani codziennymi obrazami życia, zmuszeni niejednokrotnie do pracy w wymiarze daleko wykraczającym poza normy pracy, zapomnieliśmy o najbardziej istotnym porozumieniu, o komunikacji z samym sobą.
Ale czym jest ten kontakt ?
Obserwując świat ludzkich zachowań, nietrudno zauważyć, że nawykowe tłumienie emocji stało się rzeczywistością życia dla wielu ludzi. Konwenanse, idee, szara codzienność narzuca jak twierdzą moi rozmówcy "określony sposób funkcjonowania", aż "maska", która wydawała się takim wspaniałym wynalazkiem zaczyna uwierać.
Każdy człowiek ma wmontowany w siebie tzw. układ równoważący, którego narzędziem poznawczym są odczucia. Jeśli je tłumimy, pozbawiamy się łączności z sygnałami "wewnętrznymi", które pojawiają się jako odpowiedź na czynniki zewnętrzne (mam na myśli bogactwo emocji towarzyszących naszym wszelakim działaniom).
Samoobserwacja i decyzyjność uwzględniająca nasze odczucia są niezbędnymi elementami życia dla osoby, która pragnie zachować równowagę psychofizyczną i niezbędnymi wskazówkami dla wszystkich twórców spełniającego życiowego doświadczenia.
Zapraszam Państwa do wymiany doświadczeń.

Teresa Maria Zalewska
www.obkvega.home.pl

Cud

Czym jest?

Gdzie szukać cudotwórców, gdy czas nagli, a my pilnie potrzebujemy rozwiązać wielki życiowy problem?

Dawno temu, ja również stanęłam oko w oko z sytuacją, która mnie przerastała. Nie znajdowałam w mojej lekarskiej głowie, ani w umiejętnościach moich przyjaciół po profesji możliwości pomocy dla własnego ciężko chorego dziecka. Modliłam się i marzyłam, by wydarzył się cud i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, choroba "wyniosła się" z ciała mojego dziecka i mojego domostwa.

Marzy o tym wiele matek, które wychowują ciężko i przewlekle chore dzieci. Tak rozpoczęłam długą i najeżoną wieloma przeciwnościami losu drogę poszukiwań.

Poza wiedzą dostępną w ramach medycyny akademickiej szukałam specjalistów zajmujących się terapiami niekonwencjonalnymi.

Zapoznawałam się z wiedzą o cudach dostępną na polskim rynku literackim.
A tak naprawdę, w taki oto sposób, uczyłam się nowego spojrzenia na problem choroby i jej znaczenie również dla mnie, dla mojego własnego rozwoju.

W naszej kulturze choroba postrzegana jest jako przeciwność losu i wszystkie nasze starania skupione są wokół ludzi, którzy umożliwią nam szybkie i skuteczne pozbycie się nękającego nas problemu.

Lecz, czy to, aby na pewno wyczerpuje znaczenie zjawiska zwanego chorobą?

Może niedorzecznością będzie dla osób cierpiących, a także ich rodzin to, co napiszę, ale proszę o otwartość spojrzenia:
Choroba może stać się naszym najlepszym sprzymierzeńcem, podobnie jak i wszystkie nasze cierpienia, o ile zrozumiemy ich edukacyjny sens.

Moje osobiste doświadczenia w rozpaczliwym nierzadko poszukiwaniu pomocy dla dziecka, sprawiły, iż nie tylko odniosłyśmy terapeutyczny sukces, ale tak ja, jak i ona poznałyśmy cały szereg wspierających proces zdrowienia metod i wspaniałych ludzi, którzy z ciepłem serca dzielili się z nami swoją unikalną mądrością.

Choć wielu spośród tego grona nie ma wśród nas, pozostawili po sobie coś najcudowniejszego: czujące wdzięczność i emanujące ciepłem miłości nasze serca.

To jest prawdziwy cud !

Przebyłyśmy drogę:
- od bezradności i przygniatającego cierpienia do odczucia miłości,
- od choroby do równowagi psychofizycznej.
Po wielu latach zmagań, upragniony odpoczynek.

Choć trudno w to uwierzyć, cuda zdarzają się każdego dnia. Spróbujmy zrozumieć edukacyjny sens naszych problemów, otwórzmy się na mądrość swoją i tą wokół siebie, zaufać procesowi życia, a potem czujnie obserwujmy. Może nie spełnią się nasze oczekiwania, ale my będziemy inni, wzbogaceni o wspaniałe cechy takie jak współczucie, miłosierdzie, a może po raz pierwszy poczujemy to wspaniałe uczucie - miłość, najskuteczniejszą energię uzdrawiającą wszystkie rany.


Życzę Państwu na tej drodze ufności, konsekwencji i wytrwałości.

Pozdrawiam

Teresa Maria Zalewska
www.obkvega.home.pl

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Wolność


Czym jest wolność?

Czy w ogóle istnieje na poziomie fizycznego istnienia?
Jaka jest różnica pomiędzy wolnością osobowości, a odczuciem wolności w Ciszy?

Definicja wolności ma ścisły związek z samookreśleniem danego człowieka.
W toku procesu życia, nasze wyobrażenia o sobie ulegają nieustannej zmianie, co ma związek z rozwojem.
Im więcej decyzji podejmujemy w oparciu o inspiracje z poziomu intuicji, tym szybciej uwalniamy się we własnej kreatywności od ograniczających nas wyobrażeń, wdrukowanych do podświadomości programów na życie.
Kreatywność uwalniająca ma miejsce tylko wtedy, gdy jesteśmy mocno zakorzenieni w Ciszy, gdy doświadczamy jedności z Nią, choćby w medytacyjnym stanie umysłu.
Dokąd zmierzamy wówczas?
Wolność osobowości nieustannie zmieniającej się w oparciu o intuicyjny poziom istnienia warunkuje coraz pełniejsze poznawanie siebie w doświadczeniu. Poczucie spełnienia i harmonii towarzyszące temu procesowi są nagrodą samą w sobie, lecz nie zawsze rozumiemy, że kreatywność taka może doprowadzić nas do całkowitego uwolnienia się z okowów osobowości, czyli do pełnej integracji z Ciszą.
Wolność osobowości jest integralnie związana z postrzeganiem siebie jako "uduchowionego ciała".
Medytacja niosąca spokój wewnętrzny, a także moc inspiracji twórczych warunkuje poczucie radości i wiąże się z umiejętnością kreowania swoich doświadczeń życiowych na miarę własnych potrzeb i oczekiwań.
Cierpienie towarzyszy nam nadal, podobnie jak lęk, choć postrzegamy je inaczej dzięki nieustannej praktyce medytacyjnej.
Wolność Ciszy towarzyszy istocie, którą można by nazwać "duchem ucieleśnionym". Doświadczanie tożsamości swej jako Pustki, Ciszy dla osób praktykujących medytację nie jest czymś nowym, czy nadzwyczajnym, lecz odczucie wolności Ciszy osiągają istoty, których osobowość rozpuściła się w toku świadomej kreatywnej podróży do swej Prawdziwej Tożsamości.
Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska
Zobacz film na YouTube

Fragment książki „Czarodziejska myśl”DSP Chicago 2006