Wiele wokół niej hałasu, zbędnych słów, które wypowiadamy lub piszemy, nie odczuwając we własnym sercu ich prawdziwej zawartości.
Przed kilkoma laty gościł w Warszawie dr Emoto, autor kilkunastu tysięcy fotografii wody poddanej procesowi „programowania”, a następnie krystalizacji.
Prezentował m. innymi swoje niebywałego piękna prace wykonane po obróbce przez dźwięk i słowa oznaczające uczucia.
Najpiękniejsze dla mnie odzwierciedlały słowo miłość a także „zaprogramowane” przez muzykę klasyczną.
Zapytałam, czy wśród jego doświadczeń znalazła się próbka wody poddanej odczuciu miłości.
Dr Emoto był bardzo zakłopotany, po czym wyjaśnił, że nie jest to możliwe z powodu braku miernika tego specyficznego stanu doznań.
Znakomitą przewagę w obrębie naszej cielesności stanowią płyny ustrojowe, a więc woda.
Prace dr Emoto uzmysłowiły mnie - lekarzowi, jak wielką uwagę powinniśmy przywiązywać do kultury słowa, czy otaczania się pięknem muzycznej frazy.
Ale czy etykieta słowna, choćby najpiękniejsza jest w stanie zastąpić odczuwanie miłości?
Przed wieloma laty jednym z moich domowników był niezwykłej urody czarny kot.
Nie reagował na zwykłe kici, kici. Wabił się Tygrys.
Towarzyszył mi nieustanienie we wszystkich pracach w ogrodzie, polując z upodobaniem na moje nogi, włóczył się ze mną po lesie, krótko mówiąc, jego zachowanie odbiegało znacznie od charakterystycznego sposobu bycia innych osobników tego niezwykle mądrego gatunku.
Był wspaniałym nauczycielem niezależności i miłości własnej, choć mówiąc szczerze, nie do końca wówczas tak to pojmowałam.
Któregoś pięknego popołudnia jego donośne miauczenie zmusiło mnie do oderwania wzroku od fascynującej lektury.
Spojrzałam w jego stronę i omal nie zemdlałam.
Tuż przy nodze mojego fotela leżał szczur większy od Tygrysa.
Stan moich emocji wskazywał na „wewnętrzny sztorm”, stąd pamiętam jedynie, że krzyknęłam, aby zabrał swoją zdobycz, po czym zamknęłam oczy i czekałam na cud „dematerializacji" w wykonaniu nieżyjącego zwierzęcia.
O dziwo.......... doczekałam się.
Obrażony Tygrys wyniósł swą zdobycz, ale mój kompletny brak zrozumienia dla „kociej miłości”, przypłaciłam jego nieobecnością przez cały następny tydzień.
Choć do ostatnich jego dni na "ziemskim padole" żyliśmy w znakomitej komitywie, już nigdy nie pochwalił się swoimi łowieckimi osiągnięciami przed tępą ludzką istotą.
Cóż......
Zrozumienie sytuacji, prawdziwych intencji leżących u podłoża działań innych istot, często przychodzi zbyt późno i to nie tylko wówczas, gdy mamy doczynienia z osobnikami różnych gatunków.
Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska
niedziela, 9 sierpnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz